Aktualności

#aktualności #drugi zespół

 7.10.2017

Szczęśliwe kasztany w rękach trenera

Warto zasiąść głęboko w fotelach, zapiąć pasy i przeczytać popis umiejętności jaki zafundowała druga drużyna. Sosnowiczanie swoją ligową potyczkę rozegrali z Tęczą Błędów w Dąbrowie Górniczej - Strzemieszycach.

Od samego startu zmagań Tęcza była bardzo zdeterminowana i widać było ogromną chęć do walki z naszym zespołem. Piłkarze gospodarzy potrafili zrobić odpowiedni pressing, a także we właściwym momencie skupić się na grze w defensywie. Bez chwilowego kryzysu sosnowiczan się nie obyło. Zagłębiacy wybijali piłkę na oślep do przodu, a ta niczym bumerang wracała pod pole karne. Na szczęście sztorm został przetrzymany i do ataku ruszyła ekipa Łukasza Nadolnego! Dwukrotnie w pierwszych 45 minutach Alexander Cristavao zagrywał bardzo nieprzyjemną piłkę między obrońców, a bramkarza. Problem po naszej stronie leżał w zakończeniu akcji. Defensywa rywala miała gigantyczne kłopoty, by skutecznie powstrzymać czarnoskórego snajpera, który momentami dwoił się i troił. Widać było po jego zagraniach olbrzymią chęć pokazania się i wskoczenia do wyjściowego składu "jedynki". Końcówka pierwszych trzech kwadransów gry bez wątpienia ponownie należała do gospodarzy. Najpierw w 39. minucie piłkarz z Błędowa nie trafił głową z 5. metra, gdzie przed sobą pozostał mu sam Aleksander Kłosek! Przed przerwą piłka jeszcze znalazła się na słupku naszej bramki, ale obyło się bez konsekwencji.


W drugiej połowie z minuty na minutę była widoczna przewaga Zagłębia. Bez słów rozumiał się duet Michał KiecaAlexander Cristavao. Ta dwójka siała ogromne zagrożenie pod bramką przeciwnika. W 55. minucie Cristavao kapitalnie przyjął sobie na klatkę piersiową i zdecydował się na uderzenie z woleja! Futbolówka przeleciała nad poprzeczką! W 63. minucie ręce same składały się do oklasków. Gdyby ktoś nagrywał koronkową akcję Zagłębiaków, śmiało można by ją pokazać naszym młodym adeptom z akademii, żeby uczyli się jak najszybciej od starszych rówieśników. Jedynie - to co najważniejsze - wykończenie pozostawiało wiele do życzenia. Chyba każdy z ofensywnych graczy próbował trafić do siatki i żadnemu ta sztuka się nie udała! Warto oddać trenerowi Łukaszowi Nadolnemu, że on to ma nosa na decydujące minuty. Najpierw z boiskiem musiał się pożegnać Jan Janosz, a zastąpił go (jak się później okazało) niezastąpiony Maciej Reder. Przed wejściem trener dał krótki rozkaz: "Maciek, strzel bramkę!" - "Dobrze trenerze!" - usłyszał szkoleniowiec! Skoro dał słowo... musiał się wywiązać. Przyszła 80. minuta, a razem z nią ulga i upragniony gol! Kacper Szmytkowski skorzystał z piłki wycofanej przez Cristavao i zacentrował kapitalnie na dalszy słupek. Tam formalności dopełnił tylko "Redi", chociaż pozycja do najłatwiejszych nie należała. Przed końcem Zagłębie stwierdziło, że ciągle im mało! "Szmytek" wpadł z piłką w pole karne z prawej flanki i wyłożył jak na tacy. Kto mógł zbiegać na środek? Maciej Reder. Zrobił swoje i mógł tylko podbiec do zleceniodawcy i odmeldować podwójne wykonanie zadania! "Reder 2, Tęcza 0"! 


Wiadomo, że na zwycięstwo zapracowała cała drużyna, jednak w tym spotkaniu na pochwałę zasłużył: Michał Kieca, Radosław Syguła, Alexander Cristavao, Aleksander Kłosek,  Kacper Szmytkowski i Maciej Reder. Bez dwóch zdań to były najjaśniejsze punkty naszego zespołu.

Po spotkaniu trener Łukasz Nadolny przyznał się, że gdyby nie kasztany, które dała mu córka mogło to wyglądać zdecydowanie inaczej.

Autor: Gracjan Labus

Tęcza Błędów - Zagłębie II Sosnowiec 0:2 (0:0)

Bramki: 0:1 Maciej Reder (80. asysta - Kacper Szmytkowski), 0:2 Maciej Reder (89. asysta - Kacper Szmytkowski)

Zagłębie: Kłosek - Kumor (46. Kalwasiński), Mączka, Błach, Krzykowski, Syguła, Paździor (70. Szmytkowski), Kieca, Janosz (60. Reder), Cristavao, Gądek (46. Słomski).