Aktualności

#aktualności #pierwsza drużyna #Lotto Ekstraklasa

 6.10.2018

Jak kamień w wodę

Sforsowanie defensywy gospodarzy było tego wieczoru nie lada wyzwaniem. Czego nie można powiedzieć już o naszych poczynaniach w Gdańsku. Lechia praktycznie robiła co chciała w naszym polu karnym, czego konsekwencją jest kolejna bardzo duża ilość straconych goli.

Do niespodzianki na Energa Gdańsk nie doszło. Faworyt całkowicie zdominował plac gry i bez wątpienia wygrał zasłużenie. Skrzydła sosnowiczan podciął już w 8. minucie zawodnik meczu - Patryk Lipski. Środkowy pomocnik wyczekał na swoją okazję przed naszym blokiem obronnym, przyjął piłkę na klatkę piersiową, a precyzyjny strzał z prostego podbicia wylądował już w siatce. 

Zagłębie konsekwentnie starało się nie spuszczać z tonu i zaskoczyć miejscowych błyskawicznym atakiem. Tak się stało w 23. minucie, kiedy Szymon Pawłowski najpierw wykorzystał dogranie kapitana i dograł do lepiej ustawionego partnera. Konrad Wrzesiński będąc na skraju 5. metra podał jak na tacy do Vamary Sanogo, który nie zwykł marnować takich szans. 

Kiedy na tablicy świetlnej widniał remis nadzieje naszych kibiców odżyły na nowo. Sosnowiczanie wciąż napierali głównie prawą stronę i wykorzystywali Konrada Wrzesińskiego. Po dwóch kwadransach energiczny skrzydłowy znalazł Tomasza Nowaka, jednak jego uderzenie z ostrego kąta odbiło się od nóg bramkarza. 

Podopieczni Dariusza Dudka planowali schodzić z remisem w Gdańsku i zaatakować na drugą połowę meczu. Sęk w tym, że to Lechia miała jeszcze inne plany na to widowisko, a dokładniej Lukáš Haraslín. Zawodnik z ogromną pewnością wszedł w pole karne, na kilka jego zwodów zdążył się nabrać Michael Heinloth do spółki z Szymonem Pawłowskim, a później nieszczęście gotowe. W środku nogę dołożył tylko Jarosław Kubicki, a sędzia wskazał na środek boiska i odesłał graczy do szatni. 

Misja zdobyć, a przynajmniej zaskoczyć Gdańsk i kibiców przed telewizorami miała być kontynuowana po rozpoczęciu spektaklu w drugiej części. Widowisko piłkarskie było, ale mało zadowalające dla naszych fanów i wszystkich śledzących wyniki sosnowiczan. 

Bardzo nieodpowiedzialne zachowanie Arkadiusza Jędrycha w polu karnym poskutkowało rzutem karnym. Sędzia nie miał wątpliwości, a nasz stoper sam powinien uderzyć się w pierś i przyznać się do błędu. Do piłki podszedł Flávio Paixão i poprawił się za poprzednią kolejkę, kiedy zmarnował jedenastkę w Płocku. 

Sosnowiczanie chyba ciągle rozpamiętywali straconego gola i zostali skarceni po raz kolejny. Patryk Lipski ubiegł Arkadiusza Jędrycha, a w dalszej części wpakował futbolówkę po raz ostatni do naszej twierdzy. Przy takim mierzonym uderzeniu pomocnika nie jeden złapał się za głowę i na wyczyny młodego zawodnika musiał rzucić tylko pochlebne hasła pod adresem Lipskiego. 

Mecz był kolejną klęską naszych piłkarzy, a różnica gry jest widoczna w każdym elemencie. Swojego rozczarowania nie kryli również nasi fani, którzy przez dłuższą chwilę rozmawiali o perspektywie w najbliższym czasie i rozwiązaniu całego problemu. Sosnowiczanie nad morzem po prostu przepadli.

Lechia Gdańsk - Zagłębie Sosnowiec 4:1 (2:1)

Bramki: 1:0 Patryk Lipski (8. minuta), 1:1 Vamara Sanogo (23. asysta - Konrad Wrzesiński), 2:1 Jarosław Kubicki (45. asysta - Lukáš Haraslín), 3:1 Flávio Paixão (50. k.), 4:1 Patryk Lipski

Lechia: Alomerović - Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović - Michalak, Kubicki, Łukasik (80. Makowski), Lipski, Haraslín (84. Fila) - Paixão (73. Sobiech)

Zagłębie: Perdijić - Heinloth, Jędrych, Cichocki, Udoviczić - Milewski, Pawłowski - Wrzesiński (80. Vokić), Nowak (72. Torunarigha), Cristóvāo (85. Mello) - Sanogo. 

Żółte kartki: Michał Nalepa (58.) - Arkadiusz Jędrych (67.)

Sędziował: Daniel Stefański.