Aktualności

#aktualności #kibice #Lotto Ekstraklasa

 12.03.2019

Krzysztof Słabik zawieszony między Lechią a Zagłębiem

Osobą idealnie łączącą Zagłębie i Lechię, drużyny, które w najbliższą sobotę zmierzą się na Stadionie Ludowym (początek meczu o godz. 18:00) jest Krzysztof Słabik. - Bardzo chętnie przy okazji pobytu w rodzinnych stronach, odwiedziłbym stadion Zagłębia, z którym łączy mnie tyle wspomnień - przyznaje pan Krzysztof, który z powodzeniem bronił w obu klubach.

Jak każdy młody chłopak, marzył o piłkarskiej karierze.  Lata 70-te sprzyjały takim ludziom. Kluby z rozmachem  prowadziły sekcje młodzieżowe i jeśli ktoś tylko chciał, mógł doskonalić się pod okiem fachowców. Krzysztof Słabik z tych możliwości w pełni skorzystał.

Gdańszczanin z Zawiercia
Urodzony w 1953 roku w Zawierciu rozpoczął regularne treningi w zespole... Lechii Gdańsk. Po prostu Państwo Słabikowie, kiedy maluch nie miał jeszcze roku, przenieśli się nad morze i stąd pierwsza klubowa przynależność. Talent  Krzysztofa rozwijał się nie tylko prawidłowo ale i szybko. Kiedy zadebiutował w III-ligowej wówczas Lechii, był rok 1970. I trzeba przyznać, ze debiut był na tyle udany, że trenerzy dawali mu kolejne szanse i niedługo po tym stał się pierwszym bramkarzem zespołu. W sezonie 1971/72 team z Gdańska wywalczył awans do II ligi a Słabik ustanowił niebywały rekord: 957 minut bez puszczonego gola! Dla dwudziestolatka występy na drugim froncie to nie lada gratka, jednak pomimo walki o awans do grona najlepszych, zawsze ktoś na mecie uprzedzał drużynę z Traugutta. Nic dziwnego, że w chłopaku zakiełkowała myśl, aby spróbować szczęścia w zespole I-ligowym.

Kostrzewa mówi - Pas!
I okazja trafiła się właściwie sama. Bramkarz Zagłębia Sosnowiec - Zdzisław Kostrzewa po udanych  dwóch sezonach spędzonych nad Brynicą zapałał gorącym uczuciem do Śląska Wrocław. Napisał podanie do władz Zagłębia  o zwolnienie z klubu, jednakże ich decyzja była negatywna i Kostrzewa po raz drugi w karierze otrzymał karencję - tym razem roczną. Sosnowiczanie zostali z jednym bramkarzem - młodym, utalentowanym, lecz jeszcze niedoświadczonym  - Markiem Bębnem i szybko musieli rozejrzeć się za człowiekiem, który zastąpi Kostrzewę. Słabik miał wtedy już ugruntowaną pozycję i co najważniejsze, był w stanie zapełnić powstałą lukę. W ten sposób od początku sezonu 1978/79 stał się piłkarzem Zagłębia, przy okazji wracając w rodzinne strony, bo zarówno w Zawierciu jak i Sosnowcu mieszkali jego bliscy krewni.

Bęben się nie nadaje?
Pierwszy sezon był dla niego bardzo udany. Grał w lidze, rozgrywkach o Puchar Polski i w obydwu meczach Pucharu Europy Zdobywców Pucharu z SSW Innsbruck. Jego zmiennik - Marek Bęben tylko raz stanął pomiędzy słupkami - w ostatnim meczu sezonu. Ale był pracowity i  uparty na tyle,  że Słabik mógł czuć jego oddech na plecach. I od początku następnego sezonu szkoleniowcy klubu postawili właśnie na młodego. Bronił całą pierwszą rundę. Natomiast wiosną trenerzy dali szansę naprzemiennie obu bramkarzom. Widać było jednak, że większe nadzieje wiążą z Bębnem. Podobna sytuacja powtórzyła się w kolejnym sezonie, a cały następny Słabik przesiedział na ławce rezerwowych. Nic dziwnego, ze dla 29-letniego piłkarza ta sytuacja nie była komfortowa. Pograł jeszcze dwa sezony w Sosnowcu i postanowił powrócić do Gdańska, gdzie wiosną 1984 roku zespół Lechii świętował awans do I ligi. Kluby jednak nie mogły porozumieć się w kwestii  transferu i ostatecznie Słabik zasilił zespół drugoligowej wówczas - Stali Rzeszów,  której działacze byli bardzo konkretni. Licznik ligowych występów w Zagłębiu zatrzymał się na liczbie 72.

Sędzia? Dlaczego nie...
W 1986 roku w wieku 33 lat, bramkarz postanowił zakończyć piłkarska karierę. Wrócił do Gdańska i dość szybko skierował swoje kroki w stronę kariery sędziowskiej.  Papiery zrobił jeszcze w Sosnowcu, tam również zadebiutował w tej roli jeszcze jak czynny zawodnik, prowadząc mecze ligi juniorów. Piął się szybko  po szczeblach kariery sędziowskiej, co niewątpliwie ułatwiało boiskowe doświadczenie i 5 sierpnia 1989 roku po raz pierwszy zagwizdał w meczu pierwszoligowców. Jednak zdecydował się na specjalizację. Postanowił zostać asystentem głównego arbitra, bowiem w tej roli miał szansę stać się sędzią międzynarodowym, co mu się w końcu udało. I zaczął jeździć na mecze prowadzone przez Ryszarda Wójcika. Uzbierało się tych spotkań pół setki, a wśród nich takie szlagiery jak: Niemcy - Holandia, Anglia - Chile na Wembley, Włochy - Portugalia czy mecze w Champions League, m.in. Real - Grasshoppers,  ManU - Galatasaray. To były niezapomniane chwile. Sędziowską karierę zakończył w roku 1998 w wieku 45 lat.

A potem trener
Następnym etapem kariery Słabika, który nie wyobrażał sobie życia bez piłki, była trenerka. Rozpoczął od pracy z młodzieżą Lechii, a że wyniki miał dobre, PZPN powołał go na stanowisko trenera reprezentacji Polski do lat piętnastu. Z tym zespołem awansował do Mistrzostw Europy U-16. Potem prowadził Kaszubię Kościerzyna, Czarnych Pruszcz Gdański i  nawet Lechię, kiedy ta grała w III lidze. A jako trener bramkarzy pomagał trenerowi Globiszowi i Białkowi również  na zgrupowaniach kadry juniorów. W 2013 roku otrzymał propozycję pracy w roli trenera bramkarzy od Lechii i pełnił tę funkcję do końca sezonu. Obecnie Słabik pracuje z dziećmi i młodzieżą w gdańskiej akademii piłkarskiej "Jaguar". I co jest ciekawostką - od szesnastu lat pełni funkcję wiceprezesa w jednej z gdańskich spółdzielni mieszkaniowych. A co powiedział o meczu Zagłębia z Lechią?

Słabik o sobotnim meczu

- Spotykają się dwa zespoły będące aktualnie na przeciwległych biegunach ligowej tabeli. Nie ukrywam, że to gdański zespół jest dla mnie  faworytem tego pojedynku, dysponuje obecnie większą siłą i jakością niż Zagłębie. Ale myślę, że sosnowiczanie są w stanie utrzymać się w ekstraklasie. Na dole tabeli zrobił się ścisk i wszystko jest możliwe, tym bardziej, że do końca rozgrywek pozostało jeszcze sporo kolejek. No i bardzo chętnie przy okazji pobytu w rodzinnych stronach, odwiedziłbym stadion Zagłębia, z którym łączy mnie tyle wspomnień.

MAREK DZIECHCIARZ