Aktualności

#aktualności #pierwsza drużyna #Lotto Ekstraklasa

 30.03.2019

Legnica odczarowana

Zagłębie w świetnym stylu przezwyciężyło wyjazdową niemoc i skróciło dystans do rywali w ligowej tabeli. Takiej drużyny pod wodzą Litwina po prostu chcemy oglądać w każdym meczu.

Sosnowiczanie rozpoczęli od wysokiego pressingu na gospodarzy. W środkowej strefie boiska świetnie pracował Sebastian Milewski, który swoimi odbiorami wprowadzał dużo spokoju. W szczególności młodzieżowy reprezentant Polski nie dał się rozkręcić Petteriemu Forsellowi. Fin swoją wizytówkę uderzeń z daleka przedstawił w poprzednich pojedynkach, a tym razem został całkowicie odcięty od gry. 

Kapitalnie akcję po kwadransie gry rozprowadził Szymon Pawłowski, jak na kapitana przystało obsłużył dokładnym zagraniem Żarko Udoviczicia, a Serb jeszcze lepiej na zamknięciu wyłożył do Giorgiego Gabedawy. Gruzin odpłacił się za zaufanie i sprawił bardzo miły prezent, wyprowadzając nasz kolektyw na prowadzenie. Warto podkreślić, że był to pierwszy mecz, w którym Gabedawa wystąpił na swojej nominalnej pozycji, jako wysunięty napastnik.


Nasz sztab szkoleniowy może być wreszcie zadowolony z początkowych fragmentów starcia z beniaminkiem. Szczególnie, że nasz zespół dawno nie wszedł tak dobrze w mecz. Były także momenty, gdzie spotkanie robiło się bardzo zacięte i walka polegała na wymianie ciosów. 

Nie był to pojedynek, w którym można powiedzieć, że nasz bramkarz nie musiał sobie nawet brudzić rękawic. Kilka akcji zagranicznych zawodników gospodarzy zmusiło naszego golkipera do interwencji i wysiłku. Na szczęście Lukáš Hroššo był w fenomenalnej dyspozycji i aby go zaskoczyć trzeba było wykombinować coś specjalnego. 

Aby przypieczętować triumf trzeba było wymyślić jeszcze coś, żeby pokonać stojącego między słupkami Miedzi Antona Kanibołockiego. Golkiper między słupkami zachowywał się momentami bardzo niespokojnie i doprowadzał do dużej paniki własną defensywę. W kolejnej akcji naszej drużyny Szymon Pawłowski wykazał się sporym doświadczeniem i wywalczył rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Mateusz Możdżeń

Serca naszych kibiców zadrżały, kiedy bramkarz gospodarzy odbił uderzenie w sam środek. Całe szczęście, że Możdżu zachował czujność do ostatniej chwili i jeszcze miał okazję by dobić do pustej bramki! Tego już nie dało się nie trafić! 

Miedź bardzo niestarannie grała w ofensywie, lecz kiedy już doszła na piąty metr zrobiła bardzo wiele niebezpieczeństwa. Między słupkami dwoił się i troił Hroššo, ale w pewnym momencie Rafał Augustyniak wpakował futbolówkę do naszej bramki. W nieskończoność trwała analiza na wozie VAR o prawidłowości zdobytego trafienia, aż po około dwóch minutach wyczekiwania sędzia Tomasz Musiał podjął decyzję o anulowaniu gola. 

Do samego końca trzeba było siedzieć jak na szpilkach, ponieważ arbiter do doliczonego czasu gry musiał dorzucić sporą liczbę czasu i wydłużył mecz o 10 minut. Zagłębie mądrze zagrało w destrukcji, co przełożyło się na czyste konto i pierwszy wyjazdowy triumf na obcym terenie. 

Miedź Legnica - Zagłębie Sosnowiec 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Giorgi Gabedawa (17. asysta - Żarko Udoviczić), 0:2 Mateusz Możdżeń (55.)


Miedź: Kanibołocki - Musa (85. Żyro), Bartczak, Bożić - Camara, Zieliński (77. Ojamaa), Augustyniak, Fernández (46. Piasecki), Santana, Forsell - Roman. 

Zagłębie: Hroššo - Mýgas, Cichocki, Tóth, Mráz - Milewski, Możdżeń - Nawotka (85. Heinloth), Pawłowski, Udoviczić (90. Iwaniszwili) - Gabedawa (77. O. Nowak). 

żółte kartki: Bartczak - Tóth, Mýgas. 

sędziował: Tomasz Musiał.