Aktualności

#aktualności #pierwsza drużyna #Lotto Ekstraklasa

 4.04.2019

Bitwa dla Zagłębia

Takiego dreszczowca dawno nie było na Stadionie Ludowym. Obie drużyny zafundowały kapitalne widowisko ze zwrotami akcji, ofensywnymi atakami i otwartą grą. Stadion przy Kresowej eksplodował w środowy wieczór aż cztery razy, kiedy piłka lądowała w sieci krakowskiej Wisły.

Spektakl jakich nie dało się przewidzieć. Gdyby ktoś wcześniej wiedział w jaki sposób będzie przebiegał mecz z Białą Gwiazdą wykupiłby od razu najlepsze miejsce na Ludowym. Widowisko było po prostu przednie pod każdym względem! 

Podopieczni Macieja Stolarczyka mieli bardzo klarowny plan na to spotkanie. Dopaść wysoko Zagłębie i nie dać wyjść w żadnym sektorze boiska. Sęk w tym, że sosnowiczanie na własnym terenie nie zamierzali się chować. Rękawice zostały rzucone i o Ekstraklasę trzeba się bić w sposób brutalny. 

Po niecałym kwadransie gry trybuny oszalały po raz pierwszy, kiedy to nasz niezawodny Serb znalazł się w idealnej pozycji do dobitki, której nie zmarnował. Wszystko rozpoczęło się od odważnego zejścia Szymona Pawłowskiego. To kapitan dał poważny sygnał do ataku i mocnym uderzeniem zmusił bramkarza do interwencji. Na odbitą futbolówkę czyhał tylko Żarko Udoviczić, który dyskretnie wykorzystał złe ustawienie defensywy, która zapomniała o kryciu.

Litwin na skutek kontuzji biodra Sebastiana Milewskiego po meczu w Legnicy musiał przyjąć inną taktykę gry. Postawił na powracającego po zawieszeniu Vamarę Sanogo i nie zrezygnował z Giorgiego Gabedawy. To właśnie ta dwójka snajperów pokazała wszystkim, że potrafi ze sobą współpracować w każdym momencie. "Sani" dośrodkował z wielką starannością na Gruzina, a ten w pokazowym stylu trafił do bramki, mieszcząc piłkę tuż przy dalszym słupku. 

Radość szybko została stłumiona z goryczą, kiedy Wisła złapała kontakt bramkowy. To było niespełna 4 minuty po świetnej, dwójkowej akcji. Wtedy krakowianie skorzystali z nierozwagi na na boku boiska. W świetlne bramki fantastycznie dla Wisły został Marko Kolar i z bliska nie miał kłopotów z trafieniem.

W dalszej części ciężko było nadążyć wzrokiem za akcjami na obu połowach. Pierwsza część była na korzyść Zagłębia, lecz nie brakowało głosów, że jeżeli nie strzelimy kolejnych goli to nic z tego nie będzie. 

Ofensywa Wisły musiała zacząć gonitwę i walkę o punkty, kiedy znalazła się w dramatycznym położeniu. Na kolejny level wprowadził nas Żarko Udoviczić, dzięki staranności Tomasza Nawotki. Boczny pomocnik przeskanował błyskawicznie wolnych graczy w polu karnym i podał na dalszy słupek do Serba. Ten wymierzył karę na obrońcach Wisły, którzy po raz drugi zapomnieli jak wartościowego zawodnika mają pod lupą.

Wisła pozbierała się w ekspresowym tempie i dała mnóstwo szczęścia kibicom w sektorze gości, którzy zaufali już swoim zawodnikom, że tego meczu po prostu już nie przegrają. Stało się tak za sprawą trafienia Łukasza Burligii z najbliższej odległości. Futbolówka wturlała się po kilku wojażach przy słupku i później zaczęło się wyczekiwanie, co przyniesie słuchawka połączona z wozem VAR. Bez efektu na naszą korzyść. 

Kilka minut później w bezsensowny sposób zachował się Georgios Mygas. Grek zdecydował się na nierozważne wejście w nogi Sławomira Peszki i nie pozostawił żadnych wątpliwości dla arbitra. Sędzia musiał pokazać na "wapno". 

Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł doskonale znany w Sosnowcu Rafał Pietrzak i po jego strzale na tablicy świetlnej widniał już remis. Lewy obrońca po zdobytej bramce nie okazał radości z szacunku oczywiście do naszego klubu, w którym stawiał swoje pierwsze piłkarskie szlify, zaczynając wcześniej w AKS Niwka.

Na ostatnie słowo trzeba było czekać niemal do samego końca, a to należało do Żarko Udoviczicia i spółki. Skrzydłowy popędził lewą flanką i mając przed sobą obrońcę zdecydował się na zwód. Tuż po minięciu rywala poczuł kontakt z nogą i mądrze wymusił faul w polu karnym. Do rzutu karnego - jak w Legnicy - podszedł Mateusz Możdżeń i tym razem zaradnie posłał piłkę do bramki!

W doliczonym czasie serca Zagłębiaków musiały drżeć do ostatniego gwizdka. W pewnym momencie Krzysztof Drzazga sam stanął na przeszkodzie Sławomirowi Peszce. Były reprezentant Polski wyrwał się na prawą nogę i uderzył w dalszy róg! Piłka już zmierzała do siatki, ale w porę zjawił się napastnik Białej Gwiazdy. Po jego główce futbolówka odbiła się od ziemi i przeleciała nad bramką! Szczęście w tym meczu było po stronie Zagłębia! 

Jak na razie to Zagłębie wygrywa bitwę. Na odpowiedź do pytania pt. "Czy wygramy wojnę?" - trzeba będzie poczekać do 37. kolejki.

Zagłębie Sosnowiec - Wisła Kraków 4:3 (2:1)

Bramki: 1:0 Żarko Udoviczić (12. asysta - Szymon Pawłowski), 2:0 Giorgi Gabedawa (24. asysta - Vamara Sanogo), 2:1 Marko Kolar (28. asysta - Sławomir Peszko), 3:1 Żarko Udoviczić (50. asysta - Tomasz Nawotka), 3:2 Łukasz Burliga (52. asysta - Krzysztof Drzazga), 3:3 Rafał Pietrzak (64. k), 4:3 Mateusz Możdżeń (84. k)

Zagłębie: Hroššo - Mygas (65. Ryndak), Cichocki, Tóth, Mráz - Nawotka, Możdżeń, Pawłowski, Udoviczić - Sanogo (56. Heinoth), Gabedawa (80. O. Nowak). 

Wisła: Lis - Burliga, Klemenz, Sadlok, Pietrzak - Basha (81. Plewka), Savićević - Palčič (65. Boguski), Drzazga, Peszko - Kolar (90. Słomka). 

żółte kartki: Mateusz Możdżeń - Sławomir Peszko, Łukasz Burliga.

sędziował: Jarosław Przybył.