Aktualności

#aktualności #pierwsza drużyna #Lotto Ekstraklasa

 6.04.2019

Jakie pszczoły, taki miód

Spotkanie Zagłębia w Białymstoku nie zakończyło się po myśli naszych graczy. Do pełni szczęścia tym razem trochę zabrakło, jednak nie zmienia to faktu, że sosnowiczanie wciąż liczą się w walce o pozostanie w Lotto Ekstraklasie.

Nasz zespół nie prezentował się już tak dobrze jak w poprzednich dwóch meczach w Legnicy czy u siebie z krakowską Wisłą. Po pierwszym kwadransie gry wszystko było w najlepszym porządku. Zagłębiacy zepchnęli przeciwnika na ich połowę i z każdej strony dusili i szukali objęcia prowadzenia. 

Gol padł już w 2. minucie, kiedy strzelcem był Mateusz Cichocki. Problem rozpoczął się przed wznowieniem gry, kiedy sędzia Zbigniew Dobrynin zaczął dostawać nieprzychylne informacje dla naszego klubu. Na powtórkach widać, że nasz stoper zdobywa bramkę nogą, która jest przed linią defensywy gospodarzy. Z decyzją spalonego należało się zgodzić, jednak od razu w pamięci nasuwa się sytuacja ze Szczecina i totalny brak konsekwencji przy użyciu VAR. 

Po sporej liczbie stałych fragmentów gry nadeszła gorsza chwila dla naszych piłkarzy. Pretensje można mieć tylko i wyłącznie do siebie, ponieważ po niegroźnym dośrodkowaniu ze stojącej piłki Martin Tóth zachował się nieodpowiedzialnie i sprokurował rzut karny. Na bramkę pewnie uderzył Jesus Imaz

Jeszcze w pierwszej odsłonie Jagiellonia powiększyła swój dorobek bramkowy. Wszystko za sprawą Arvydasa Novikovasa. Litwin jednym zwodem oszukał dwójkę naszych zawodników i fałszem podał do Patryka Klimali, któremu nie pozostało nic innego jak głową skierować futbolówkę do siatki. 

Spotkanie straciło w oczach kibiców w drugiej połowie. Obie ekipy prezentowały mocno przeciętny futbol, a prócz częstszych prób rozprowadzania akcji z naszej stronie na boisku nie działo się nic. Jedną interwencją popisał się Lukáš Hroššo wyciągając się świetnie przy uderzeniu z rzutu wolnego. 

Przy gorszym fragmencie na boisku nie wszyscy musieli się nudzić. Z powodzeniem zabawianie fanów wychodziło maskotce klubowej. Pszczoła robiła co mogła, aby urozmaicić choć trochę widowisko. 

Do kuriozalnych zdarzeń doszło w polu karnym gospodarzy na 10 minut przed zakończeniem zmagań. Sędzia nie popełnił błędu wskazując na wapno, po tym jak Taras Romanczuk zatrzymał ręką strzał Olafa Nowaka. Do piłki podszedł Szymon Pawłowski, wziął oddech i trafił od słupka! Arbiter oczywiście musiał się czegoś dopatrzyć i uznał, że Żarko Udoviczić za szybko wbiegł w pole karne. Gdyby to jeszcze miał znaczenie dla przebiegu całych zdarzeń kapitan wziął piłkę pod pachę po raz drugi i Marian Kelemen już wyczuł zamiary strzelca! 

Wydawało się, że szansa na kontakt z Jagą właśnie przepadła. Ratunkiem był oczywiście VAR, który dojrzał zbyt wczesne wyjście bramkarza gospodarzy przed linię. Czegoś takiego jeszcze chyba nie było od włączenia do gry systemu weryfikacji. Do powtarzanego po raz drugi rzutu karnego podszedł Vamara Sanogo i mocnym strzałem trafił do siatki

To było nieco za mało, aby z Białymstoku wywieźć chociażby jeden punkt. Do samego końca to sosnowiczanie walczyli jak lwy o remis. Nawet na ostatniej akcji Hroššo zawędrował w pole karne gospodarzy, lecz na nic zdały się ataki Zagłębia. Ostatecznie Jagiellonia przybliża się tym zwycięstwem do swojej pozycji w górnej części tabeli.

Jagiellonia Białystok - Zagłębie Sosnowiec 2:1 (2:0)

Bramki: 1:0 Jesus Imaz (19. k), 2:0 Patryk Klimala (34. asysta - Arvydas Novikovas), 2:1 Vamara Sanogo (82. k)

Jagiellonia: Kelemen - Arsenić, Runje, Mitrović, Guilherme - Adamec, Romanczuk - Novikovas, Imaz, Kostal - Klimala.

Zagłębie: Hroššo - Mygas, Cichocki, Tóth, Mráz - Nawotka, Heinloth, Pawłowski, Udoviczić - Sanogo, Gabedawa.

Żółte kartki: Mitrović, Guilherme, Romanczuk, Kelemen - Pawłowski, Tóth, Mýgas, O.Nowak, Hroššo.

Sędziował: Zbigniew Dobrynin.