Aktualności

#aktualności #drugi zespół

 28.04.2019

W otwarte karty

W fantastycznym stylu drugi zespół wynagrodził złe warunki atmosferyczne wszystkim zgromadzonym pod parasolami.

Oba zespoły od samego początku pozostawiły sobie dużo przestrzeni do ataków. Sosnowiczanie mogą sobie tego dnia bardzo pluć w brodę, ponieważ kilku trafień gości można było uniknąć. 

Zagłębiacy sami ułatwili zadanie przeciwnikowi, ponieważ już w 3. minucie w naszym polu karnym doszło do przewinienia. Strzał z jedenastu metrów zdołał odbić stojący między słupkami Amadeusz Kędziora, jednak ten sam zawodnik, który wykonywał rzut karny, dopadł jeszcze do dobitki i dał gościom prowadzenie. Dla młodego golkipera z rocznika 2003 był to debiut w drugiej drużynie, a liczba straconych bramek może być nieco zgubna, ponieważ w kilku sytuacjach potrafił jeszcze uchronić swoich partnerów z defensywy. 

W 8. minucie Zagłębiacy zaprzepaścili wyśmienitą szansę na wyrównanie i sami narazili się na utratę kolejnego trafienia. Roman Janicki pokazał się niepilnowany przed gąszczem piłkarzy, podprowadził, ułożył sobie piłkę na lewej nodze i został zblokowany w ostatnim momencie. Przez to stworzyła się okazja do kontry i gdyby nie dwie interwencje wspomnianego wcześniej Kędziory Zagłębie miałoby dwie bramki straty. 

Ale co się odwlecze... Sosnowiczanie w 20. minucie ponownie zgubili czujność i łatwo dopuścili przeciwnika do pozycji strzeleckiej. Zawodnik wyszedł za plecy naszych stoperów i spokojnym już uderzeniem obok bramkarza podwyższył na 2:0. 

To był przełomowy moment dla naszej ekipy, która szybko zdołała się podnieść i z nawiązką odrobić dwubramkową stratę. W minutę podopieczni Mariusza Strojczyka sprawili, że Orzeł sam mógł się głowić nad straconymi golami. Najpierw Jan Polak zszedł z dalszego słupka i mocnym strzałem lewą nogą posłał futbolówkę w samo okienko bramki, a minutę później swoje winy z poprzedniej zmarnowanej szansy odkupił Martin Pribula. Słowak podniósł głowę będąc na środku pola karnego i z dużą precyzją kopnął piłkę tam, gdzie bramkarz gości nie był wstanie sięgnąć. 

Po takim obrocie spraw dla naszych zawodników najlepszą opcją byłoby zejście do szatni, lecz do końca pozostało jeszcze sporo czasu, który grał na korzyść zespołu z Miedar. W 34. minucie rywal zszedł z lewej strony boiska i prawą nogą dokręcił piłkę przy dalszym słupku. Pięć minut później ponownie w banalny sposób podarowaliśmy gola przeciwnikowi. Dośrodkowanie z drugiej strony boiska zakończył precyzyjnym strzałem głową napastnik Orła i po raz drugi trzeba było odrabiać dwa trafienia. 

Przed przerwą cień nadziei na kolejne trzy kwadranse dał Tomasz Pietrzak. To on dośrodkował nieprzyjemną piłkę dla golkipera na 5 metr. Bramkarz opuścił linię i wyskoczył do lecącej piłki, jednak ta wyślizgnęła mu się z rękawic i chwilę później wpadła do siatki. Całkiem niedawno siedem bramek w jednej połowie wpadło w meczu Lotto Ekstraklasy w Szczecinie, gdzie Pogoń podejmowała Lechię. W klasie okręgowej dawno takiej historii nie widzieliśmy.

Sosnowiczanie rzucili się do ataku po kwadransie przerwy i ta sztuka udała się dziesięć minut po wznowieniu gry. Znów Martin Pribula odnalazł się w dogodnym miejscu do oddania strzału i jeszcze raz nie zmarnował okazji, doprowadzając do remisu! 4:4! 

Jeżeli ktoś myślał, że na tym strzelanie bramek się zakończy to był w błędzie. W 70. minucie nasza defensywa nie ustrzegła się błędu i napastnik gości miał otwartą drogę do bramki w sytuacji sam na sam, po której mógł celebrować zdobytego gola. 

Wynik został ustalony przez Tomasza Pietrzaka na kilka minut przed zakończeniem zmagań na bocznym boisku. Nasz pomocnik musiał uderzać dwukrotnie, aby znaleźć drogę do siatki, ale kiedy ta sztuka się już udała rozpoczęła się pogoń po zwycięstwo. 

Jesteśmy na siebie źli przez to, że tracimy w ten sposób bramki, po błędach indywidualnych. Nie mamy co zwalać winę na warunki atmosferyczne, ponieważ dla obu zespołów były one takie same. My zresztą graliśmy tak jak lubimy, utrzymywaliśmy się więcej przy piłce. Na pewno to był ciekawy mecz dla kibiców. Dużo akcji i bramek, a o to przecież w piłce chodzi. My musimy teraz przeanalizować nasze błędy i następnym razem popełnić o ten jeden błąd mniej od rywala. Teraz skupiamy się już na spotkaniu wyjazdowym z Sokołem Orzech - podsumował po zakończonym meczu strzelec dwóch bramek Tomasz Pietrzak.

Zagłębie II Sosnowiec - Orzeł Miedary 5:5 (3:4)

Bramki dla Zagłębia: 2:1 Jan Polak (23), 2:2 Martin Pribula (24), 3:4 Tomasz Pietrzak (45), 4:4 Martin Pribula (54), 5:5 Tomasz Pietrzak (84)

Zagłębie II: Kędziora - Kumor (46 Łoziński), Radkowski, Kłosek, Durnaś (62. Gądek) - Janicki, Pietrzak, Polak (70. Hałatek), Szwed (68. Klich) - Moncada (75. Koniusz), Pribula. 

Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć, która dostępna jest TUTAJ