Aktualności

#aktualności #pierwsza drużyna #Lotto Ekstraklasa

 10.05.2019

Na żółto i na czerwono

W spotkaniu 35. kolejki doszło do potyczki Zagłębia w Gdyni z miejscową Arką. Ten mecz był kluczowy w szczególności dla gospodarzy, którzy do samego końca będą bić się o ligowy byt.

Sosnowiczanie zmienili nieco sposób gry w bezpośrednim meczu z podopiecznymi Jacka Zielińskiego i postawili więcej na zabezpieczenie tyłów. Trener postanowił wrócić do taktyki z czwórką defensorów, chociaż po dwóch kwadransach gry już musiał głowić się z ustawianiem całej linii z powodu kontuzji jaką doznał Martin Tóth

Słowak nie był wstanie dokończyć już tego pojedynku, a to oznaczało meldunek na murawie Tomasza Nawotki, który zajął pozycję bocznego obrońcy, zaś w rolę stopera musiał wcielić się Patrik Mráz

Zrobiło nam się kolorowo przy Olimpijskiej, kiedy Sanogo został ostro potraktowany przez Gorana Cvijanovicia. Jego faul był na tyle niebezpieczny dla zdrowia naszego napastnika, że sędzia pofatygował się do monitora VAR, jednak podtrzymał swą pierwotną decyzję i ukarał pomocnika gospodarzy żółtym kartonikiem. 

W kolejnej akcji objaw frustracji przemówił przez Georgiosa Mygasa, który po przejściu na lewą stronę defensywy musiał sprostać wyzwaniu zatrzymania Luki Zarandii. Grek dwukrotnie przewinił w przeciągu minuty, więc mógł tylko grzecznie wysłuchać co sędzia Bartosz Frankowski ma mu do przekazania i podziękować za pozostawienie w grze. 

Po meczu można było się zastanawiać czy słowa piosenki 2 plus 1 nie powinny być zmienione na: na żółto i na czerwono. W niecałe 20 sekund Michał Nalepa wyszedł na czystą pozycję i wyprzedził Piotra Polczaka. Nasz stoper nie miał wyboru i musiał zaryzykować. 

Ryzykowne zagranie skończyło się najgorzej jak tylko mogło. Sędzia pokazał czerwoną kartkę dla naszego zawodnika, a w dodatku z wozu VAR doszły słuchy, że faul był już w polu karnym. Do jedenastki podszedł Damian Zbozień i po chwili złapał się za głowę, kiedy uderzył w słupek bramki, a ta przeleciała wzdłuż i wyleciała poza plac gry. 

Po nietrafionej jedenastce ofensywa gospodarzy zabrała się solidnie do roboty, lecz na przeszkodzie stał Dawid Kudła. Nasz bramkarz po prostu miał swój dzień, latał w okolicach okienka bramki, wybijał piłkę nogami, odbijał lecącą futbolówkę przy samym słupku. 

Fani na trybunach zaczynali się mocno niecierpliwić, ponieważ obawiali się, że ewentualny brak triumfu w tym meczu pogrąży ich na dnie tabeli. Defensywa Zagłębia została przełamana w 85. minucie. Wtedy Maciej Jankowski okazał najwięcej przytomności przy bramce Kudły i dopadł do odbitej futbolówki. Trzeba było czekać na decyzje, ponieważ liniowy podniósł chorągiewkę oznajmując o spalonym. Po dokładnej analizie trwającej dobre trzy minuty sędzia główny wskazał na środek boiska. 

Doliczony czas sprawił, że nasz zespół mocno otworzył się i ruszył jeszcze do ataku. W konsekwencji Luka Zarandia znalazł się w sytuacji sam na sam, po tym jak piłka odbiła się przypadkiem od jednego z graczy. Pomocnik ruszył na Kudłę i spokojnym uderzeniem obok golkipera zapewnił Arce zwycięstwo.

Arka Gdynia - Zagłębie Sosnowiec 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Maciej Jankowski (85), 2:0 Luka Zarandia (90)

Arka: Šteinbors - Zbozień, Danch, Helstrup, Marciniak - Zarandia, Deja (81 Cvijanović), Vejinović, Nalepa (76 Aankour), Janota (59 Vinicius) - Jankowski.

Zagłębie: Kudła - Mygas, Polczak, Tóth (33 Nawotka), Mráz - Ryndak, Możdżeń, Milewski, Pawłowski, Iwaniszwili (90 O. Nowak) - Sanogo (75 Gabedawa).  

Żółte kartki: Helstrup - Mygas. 


Czerwona kartka: Polczak.

Sędziował: Bartosz Frankowski.

Widzów: 7 012.