Aktualności

#aktualności #pierwsza drużyna #wypożyczenie

 23.05.2019

Patryk Mularczyk: Poleciały łzy szczęścia

Przedstawiamy wywiad z Patrykiem Mularczykiem, który w ostatnim sezonie reprezentował barwy GKS-u Bełchatów. Drużyna prowadzona przez Artura Derbina wykręciła bardzo dobry wynik i wywalczyła sobie awans do I ligi w ostatniej kolejce na boisku w Stargardzie.

- Pobyt w Bełchatowie czegoś Cię nauczył w życiu prywatnym?

Patryk Mularczyk: Myślę, że nie. W Sosnowcu już miałem okazję mieszkać sam z narzeczoną, także nie była to dla mnie jakaś nowość. Bardzo fajnie mi się mieszkało w Bełchatowie. Małe miasto, wszędzie było blisko. Mój pies także się nie nudził, były ładne miejsca do spacerów. 

- Hubert Tylec czy Marcin Sierczyński byli dla Ciebie ułatwieniem w nowym miejscu?

Patryk Mularczyk: Na pewno było mi łatwiej wkomponował się w nowy zespół.  Bardzo dobrze znam Huberta i Marcina, którzy pomogli mi zaklimatyzować się w szatni Bełchatowa, a także poznać nieco Bełchatów. 

- Także osoba trenera nie była Ci obca. Wykonaliście naprawdę kawał dobrej pracy. Czym trener Artur Derbin wyróżnia się w szatni i na treningach?

Patryk Mularczyk: Dokładnie tak. Trenera Derbina znałem wcześniej z Zagłębia i wiedziałem czego mogę się spodziewać na miejscu w Bełchatowie. Przede wszystkim od samego początku spodobał mi się plan na drużynę. Każdy z nas dostał jasne sygnały, że jest potrzebny w zespole i za co będzie odpowiedzialny na boisku, jak i poza nim. Graliśmy od samego startu bardzo zdyscyplinowanie w defensywie i czekaliśmy spokojnie na swoje sytuacje w kontrataku, a także ze stałego fragmentu gry. Drużyna była nowa, więc dla trenera to na pewno nie było nic łatwego, żeby w ekspresowym tempie zrobić z nas jedność. Uważam, że cały sztab szkoleniowy zrobił dobrą robotę, ponieważ bez atmosfery byłoby nam bardzo ciężko wygrać ligę. Myślę, że mogę tak powiedzieć, gdyż zdobyliśmy najwięcej punktów. Ujęte przed sezonem oczka nie były zależne od nas, a mimo wszystko potrafiliśmy to odrobić i awansować. 

Fot. Adrian Mielczarski

- Właśnie. Wspominasz o tych minusowych punktach przed sezonem. Jaka była wasza reakcja na to wszystko? Bardzo szybko ta strata została przez Was przecież zniwelowana. Uważasz, że właśnie przy takim losie poznaje się prawdziwą drużynę?

Patryk Mularczyk: Byłem bardzo zdenerwowany po wiadomości, że zabrali nam na starcie dwa punkty. To nie była wina zespołu i otwarcie sobie powiedzieliśmy w szatni, że po prostu trzeba zacząć wygrywać i szybko o tym zapomnieć. To prawda, szybko odrobiliśmy zaległości, ale niestety w pewnym momencie dochodziły do nas myśli: A co jeśli zabraknie nam tych dwóch punktów do awansu?. Staraliśmy się o tym nie rozmawiać i porzucić to na drugi plan. Pokazaliśmy przez cały sezon, że Bełchatów jest mocny i teraz śmiało mogę powiedzieć, że wszyscy na ten awans zasłużyliśmy.

- Czas w Stargardzie po końcowym gwizdku zapewne dłużył Wam się w nieskończoność. Jaka była wasza reakcja po wiadomości z Torunia? Były łzy i szczęście?

Patryk Mularczyk: Byłem bardzo zły jak sędzia zakończył mecz. Nie udało nam się wygrać i od razu zapewnić sobie awans do wyższej ligi. Zremisowaliśmy, po naprawdę ciężkim meczu. Nie spodziewaliśmy się, że Błękitni od samego początku będą chcieli nas zepchnąć do głębokiej defensywy i przejąć inicjatywę. W drugiej połowie zmieniliśmy taktykę i to my staraliśmy się kreować grę. Nie udało się wygrać i się zaczęło... 
Przysięgam, te 5 minut czekania ciągnęło się jakby to było 5 godzin. W pewnym momencie ktoś krzyknął z trybun: "Elbląg strzelił!" - pierwsza myśl, że to jakiś żart. Dopiero kiedy zobaczyłem jak cała drużyna ruszyła w kierunku kibiców Bełchatowa, to wtedy poczułem, że zrobiliśmy coś wielkiego. Cudowne chwile i momenty. Nawet ciężko to opisać, serce waliło, ciarki mam nawet w tym momencie jak o tym pomyślę. Poleciały łzy szczęścia, zapamiętam to do końca życia. 

Fot. Adrian Mielczarski

- Ten sezon jest Twoim najlepszym w dotychczasowej karierze? Na Twoim koncie jest 10 bramek i cztery asysty. 

Patryk Mularczyk: Tak. Odważnie mogę powiedzieć, że ten sezon jest tym najlepszym. Grałem niemal wszystko, a to było dla mnie najważniejsze. Uważam, że grałem na równym poziomie, ale wciąż jest wiele do poprawy. Cieszę się, że udało mi się strzelić tyle bramek i dołożyć te asysty. Nikt przed sezonem zapewne by się nie odważył postawić na GKS Bełchatów, że zrobi awans. Jak widać, ciężką pracą, przygotowaniem do sezonu, atmosferą i wolą walki można zrobić wiele. Szacunek dla sztabu szkoleniowego i wszystkich zawodników.