Aktualności

#aktualności #wywiad #pierwsza drużyna

 14.08.2019

Cezary Miszta chce wrócić silniejszy

Wypożyczony z Legii Cezary Miszta miał ambitne plany. Zdolny 17-latek chciał być numerem 1 w sosnowieckiej bramce, jednak kontuzja barku pokrzyżowała te ambitne plany. - Jak dobrze pójdzie i nie będzie komplikacji to po rehabilitacji, 7 października wróciłbym do Sosnowca do normalnych treningów - zapowiada Miszta.

Przychodząc do Zagłębia liczyłeś na występy między słupkami i rozwój sportowy. Jak na razie, wszystko się skomplikowało.

- To prawda. Liczyłem, że będę dostawał jak najwięcej minut, rozwijał się w Zagłębiu. Tak jak chociażby Radzio Majecki, który rozwinął się w Stali Mielec. Taki plan na mnie cały czas ma Legia. Miałem wrócić z wypożyczenia do Warszawy, by powalczyć o numer jeden w Legii. Ale z powodu kontuzji barku te plany się przesuwają się w czasie.

Zdaje się, że wspomniana kontuzja barku jest bardziej poważna, niż wcześniej przypuszczano?

- Mam mocno naderwaną torebkę stawową w barku. Czeka mnie 8 tygodni rehabilitacji, która będzie prowadzona na Legii. Jak dobrze pójdzie i nie będzie komplikacji to około 7 października wróciłbym do Sosnowca do normalnych treningów. Szkoda, że tak się to potoczyło, bo na obozie przygotowawczym w Wodzisławiu Śląskim, gdzie zacząłem treningi z Zagłębiem, dobrze mi się pracowało. Zagrałem w Sosnowcu połówkę z Rakowem Częstochowa i potem poczułem ból w barku. Przestałem trenować, okazało się, że moja kontuzja to poważna sprawa.

Może dobrze się stało, że nie wylądowałeś na stole operacyjnym, gdyż w takim układzie jesień miałbyś w ogóle z głowy

- Operacja to pół roku przerwy. Zdecydowaliśmy się zaryzykować rehabilitację bez operacji, która jest prowadzona pod nadzorem Legii. Wszystkie badania robione są tutaj, przekierowano mnie do Centrum Enel-Med, gdzie są bardzo dobre warunki. W tej sytuacji jestem dobrej myśli, że w pełni zdrowy wrócę do treningów.

Można zaryzykować twierdzenie, że masz podwójnego pecha. Z jednej strony poważna kontuzja na początek przygody z Zagłębiem, z drugiej drogę do bronienia zamknął konkurentom Matko Perdijić, który spisuje się w Fortuna 1 liga wyśmienicie.

- Dlaczego pech? Wcale nie, może  tak jest w przypadku kontuzji, ale nie Matko. Ja mu kibicuję, chciałbym, by bronił jak najlepiej. Ważne, by było to z korzyścią dla Zagłębia. Po zgrupowaniu i sparingu z Rakowem czułem, że będę numerem jeden w Zagłębiu, byłem w dobrej dyspozycji sportowej, ale na kontuzję nic nie poradzę,

Jak zareagował sztab szkoleniowy Legii na twoje problemy zdrowotne?

- Trenerzy trochę się zmartwili moją kontuzją, liczyli, że po rundzie jesiennej będę miał na koncie około 15 występów w koszulce Zagłębia. Ale nic na to nie poradzimy, co się stało. Mam nadzieję, że po zakończeniu rehabilitacji włączę się do rywalizacji o koszulkę z numerem jeden.

Uciekła ci nie tylko gra w Zagłębiu, ale także komplikuje się kwestia ewentualnych występów w kadrze U-19 czy U-20. Wszak byłeś wcześniej w szerokiej grupie zawodników przygotowujących się do występów w mistrzostwach świata U-20 rozgrywanych w Polsce.

- Na szczęście nie zapomniano o mnie, mam stały kontakt z trenerami kadry. Oni monitorują moją sytuację, wiedzą, jak długa czeka mnie przerwa. Trener Jacek Magiera dzwonił do mnie, pytał się o moje zdrowie, rehabilitację. Jeżeli wrócę do gry w I lidze, to mam dostać szansę w kadrze U-19.

Nie tylko ty masz problemy po wypożyczeniu do Zagłębia, także sosnowiecki klub jest w trudnej sytuacji. Po 3 kolejkach brakuje na koncie zwycięstwa.

- Przede wszystkim cieszę się, że po przyjściu do Sosnowca złapałem dobry kontakt z chłopakami w szatni. Liczyłem na to, że szybko się z nimi zżyję, że będę miał z nimi bardzo dobre relacje. I tak by było, gdyby nie kontuzja. Ostatniego meczu w Niecieczy nie oglądałem, ale słuchałem klubowej transmisji radiowej. Mamy nowy zespół, który musi się zgrać. Potrzebujemy czasu i cierpliwości, by przyszły zwycięstwa. Uważam, że one przyjdą.

Foto: Legia.Net