Strona główna / Piłka Aktualności / Aktualności / Michał Masłowski: Uwakwe powiedział, że pomodli się za mnie…

Michał Masłowski: Uwakwe powiedział, że pomodli się za mnie…

11 kwietnia 2022

W ostatnim meczu ligowym w Niepołomicach pojawiłeś się na murawie w drugiej połowie spotkania. Czy myślami Michał Masłowski wracał do 30 maja 2021 roku, kiedy brutalny atak Longinusa Uwakwe wykluczył cię z gry na kilka miesięcy?
– Przechodziłem przed rozgrzewką właśnie w tym miejscu. Mówiłem chłopakom, których w zespole nie było, że konkretnie tutaj zaatakował mnie rywal. Oczywiście pamiętam tamto wydarzenie bardzo dobrze, ale nie mam jakiegoś psychicznego urazu z tego powodu.

 

Czy w jakikolwiek sposób Uwakwe przeprosił Cię za ten faul?
– Tak. Po meczu podszedł i powiedział, że w życiu nie miał takiej sytuacji, że pomodli się za mnie. Niby fajnie, ale wiadomo… Ruszyło go to mocno. Mnie jednak bardziej.

Komentowałem ten mecz i sytuacja miała miejsce tuż przed moim stanowiskiem. Nie ukrywam, że widząc twój ból wiedziałem, że to koniec grania. Byłeś totalnie rozsypany psychicznie. Kibice mogli obejrzeć w dokumencie „Zawsze Wierni” to, co działo się w tamtym momencie. Zerwanie więzadła krzyżowego. Dla ciebie jednak nic nowego. Pierwsza myśl?
– Od razu czułem, że to jest to. Przechodziłem już taki moment w swojej karierze. Nie robiłem sobie żadnych nadziei. Pierwsza myśl była taka, że znowu przede mną robota do wykonania. Robota, ale poza boiskiem. Wiem już teraz, czym to się je, na co należy zwrócić uwagę. Podszedłem tym razem do tego inaczej. Przez pierwsze dwa miesiące miałem przygotowanie do głównego zabiegu. Dałem odpocząć poszczególnym partiom mięśniowym. Oczywiście było lekkie pobudzenie od czasu do czasu. Czysta fizjoterapia. Przez te kilka tygodni przed zabiegiem odpocząłem psychicznie. Przygotowałem się mentalnie do dalszej części.

Rozsypał się w sparingu…

To nie Twoja pierwsza kontuzja. Miałeś już problemy za czasów gry w HNK Gorica.
– Po 1,5 roku gry w Chorwacji zagraliśmy jakiś sparing, dla mnie kompletnie niezrozumiały i niepotrzebny. Po 90 minutach w meczu ligowym, następnego dnia rano mieliśmy siłownię. Zawodnicy, którzy zagrali mniej minut w spotkaniu mieli słabszy trening z ciężarami, ponieważ mieli wystąpić w sparingu, a Ci którzy zagrali cały mecz ligowy trenowali na maksymalnym obciążeniu. Trener zdecydował jednak, że kilku piłkarzy z „1” zagra w tym meczu kontrolnym. W tym gronie byłem ja. Nie zgadzałem się z tym, ale co miałem zrobić? Zagrałem i się rozsypałem.

Powiedziałeś, że teraz zrobiłbyś to inaczej – mowa o podejściu i przebiegu podczas pierwszej kontuzji. Co masz na myśli?
– Każdy zawodnik przy takiej pierwszej kontuzji jest w euforii. Oczywiście jesteś załamany, ale jesteś w takim stanie „tak, teraz wrócę silniejszy”. Wszystko jest dla ciebie nowe. Można to porównać do zakupu nowego auta czy mieszkania. Jesteś mimo urazu zafascynowany tym, że przed tobą praca, dzięki której będziesz lepszy, poprawisz się w wielu elementach. Sęk w tym, że poprawiasz się siłowo. Czujesz się niby mocny, ale to jest zupełnie inne uczucie niż po treningu stricte piłkarskim. Dopiero później wchodząc do treningu z piłką musisz zmienić tą pamięć mięśniową. Ja podszedłem teraz inaczej. Postawiłem na regenerację. Robiłem wszystko co trzeba, ale wiedziałem ile odpoczywać.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że piłkarze czasami przesadzają z ilością treningów, zwłaszcza dodatkowych.
– Ja byłem nauczony od najmłodszych lat, że trzeba cisnąć na maksimum. Stara szkoła życia. Praca, treningi, dodatkowe zajęcia. Nie było tylu specjalistów w klubach jak teraz. Nie miał kto powiedzieć – zwolnij chłopaku, odpocznij. Teraz jesteś w stanie we własnym telefonie sprawdzić wykresy dotyczące twojego stanu energii, ile potrzebujesz na regeneracje, itp. Teraz jest łatwiej.

Wielu zawodników dałoby sobie spokój z graniem po takiej kontuzji. Nie miałeś takich myśli?
– Absolutnie nie! Już tyle przeszedłem w życiu, że rezygnacja w tym momencie byłaby największą głupotą. Owszem, znam chłopaków i mam dużo kolegów, którzy po pierwszej wpadce nie dają rady. Większość odpuszcza. Moim zdaniem, ja wygrywam swoim charakterem i tą starą polską szkołą. Zaciskam zęby i cisnę do przodu, czasami na zmęczeniu. Ja jestem zaprogramowany na ciężką pracę. Też często bywa w klubach tak, że nikt Ci nie powie, że powinieneś odpocząć. Niejednokrotnie miałem zaniżone markery zmęczeniowe, czułem się wypompowany, w organizmie stany zapalne, a słyszałem, że jest wszystko dobrze i mogę grać.

W 6 lat zdobył większość trofeów

Masz na swoim koncie sukcesy z Legią, Zawiszą Bydgoszcz. Awansowałeś z Goricą do ekstraklasy. Mimo tych urazów nie jeden pikarz nie ma takich liczb i wspomnień jak Ty.
– Przez sześć lat – mówiąc może mało skromnie – zdobyłem większość trofeów w kraju. Nie zawsze byłem głównym kreatorem, ale tytuły jednak mam. Nikt mi tego nie zabierze. Chciałbym więcej osiągnąć zwłaszcza po przejściach jakie miałem w piłce. Chciałbym coś zrobić z Zagłębiem. Wiadomo jaką mamy obecnie sytuacje, jednak wierzę w to, że odpalimy.

Początek 2014 roku chyba dobrze ci się kojarzy. Norwegia, Mołdawia, Szkocja. Trzy występy z orzełkiem na piersi masz wpisane w CV. Zadebiutowałeś u trenera Adama Nawałki.
– Tak. To był dobry czas. Nigdy bym sobie nie powiedział, że w takim momencie mogą mi się przytrafić problemy zdrowotne.

Mam wrażenie, że gdybyś w tamtym okresie posiadał wiedzę i miał możliwości jak teraz, to uniknąłbyś kolejnych urazów.
– Ja pracowałem nad sobą dodatkowo. Potrzebowałem człowieka, który mnie zatrzyma, zastopuje. Trenowałem dużo i ciężko bo taki mam charakter. Niestety wiele razy nie wiedziałem, że powinienem odpocząć. W klubach nie było osób, które poszłyby do trenera i powiedziały, że nie mogę zagrać, ponieważ jestem przemęczony. Nie stawiano tak na regenerację jak obecnie. Teraz jest większa świadomość w drużynach. Trenerzy rozmawiają ze sztabem medycznym, analizują. Dawniej trener był mentorem, lekarzem, psychologiem w jednym. Teraz są odpowiedni ludzie na danym stanowisku. Gdybym był zdrowy i uniknął kontuzji, to zapewne grałbym w innych klubach. Przez problemy byłem uzależniony od różnych czynników. Nie miałem wyboru pójść inną drogą.

Poszedłeś do chorwackiej drugiej ligi. Chciałeś grać, uniknąć półrocznej przerwy. Zakotwiczyłeś tam jednak na trzy lata.
– Zrobiliśmy awans do ekstraklasy. To był najcięższy awans w historii klubu. Jak już miałem okazję zagrać przeciwko Dinamo Zagrzeb i Hajdukowi Split, to chciałem to przeżyć. Na Poljudzie mecze były znakomite. Rewelacyjne uczucie. Infrastruktura może nie jest najlepsza w tym kraju, ale przywiązanie kibiców do zespołu i wsparcie – klasa!

Jak wyglądał Twój powrót do gry po kontuzji? Co było najtrudniejsze?
– Postanowiłem, że w styczniu chcę wrócić do treningów z drużyną. Moim celem było nadrobienie pewnych zaległości. Podczas leczenia jest okres, w którym możesz to zrobić. Jak dobrze się goi, możesz przyspieszyć cały proces o 6 tygodni i ja to zrobiłem. Zbijałem wagę, poprawiłem się mięśniowo. Co było najtrudniejsze? Oczywiście czas przerwy w grze. Miałem motywację do pracy, bo wiedziałem, że mam klub. Raz przytrafiła mi się sytuacja, kiedy byłem kontuzjowany i nie miałem żadnej przynależności klubowej. To nie jest komfortowa sytuacja.

Miałeś kontakt z chłopakami z szatni? Czułeś wsparcie ze strony klubu?
– Z kilkoma cały czas miałem kontakt. Starałem się to robić w dniu wolnym. W trakcie rehabilitacji nie jest to wskazane. Moim zdaniem możesz się rozpraszać, odbiegać myślami. Oprócz rozmów byłem również na dwóch meczach. Unikałem jednak przyjazdu na treningi, bo strasznie mnie bolał widok biegających kolegów w momencie kiedy ja nie mogę.

Krzysztof Wdowik go hamował…

Pamiętam naszą rozmowę podczas jednego z indywidualnych treningów. Powiedziałeś: „Michał, nie mogę wytrzymać widząc chłopaków obok grających razem. Ja już tam chcę wejść do gierki”.
– Niby jesteś tak blisko, a jednak daleko. Krzysiu Wdowik mnie hamował i bardzo dobrze! Każdy powinien mieć właśnie taką osobę, która powie, kiedy możesz wejść do gry. Byłem bardzo zły, ale wiem, że musiałem swoje odczekać.

Przejdźmy do spraw przyjemniejszych. Wróciłeś 13 marca na ligowe boiska w spotkaniu z GKS-em Tychy. To były tylko 4 minuty, ale mam wrażenie, że dla Ciebie bardzo ważne i potwierdzające, że warto ciężko pracować.
– Jestem wdzięczny trenerowi za zaufanie i możliwość wejścia. To moje małe zwycięstwo. Czekałem na ten moment. Wiadomo, że jest rywalizacja w zespole, chłopaki są lepiej przygotowani. Wcześniej byłem mentalnie gotowy na powrót. Oczywiście fizycznie na 90 minut nie byłem przygotowany. Dostałem w tym spotkaniu szansę i impuls do pracy.

Doznałeś kontuzji za czasów trenera Kazimierza Moskala. Wróciłeś do gry w momencie, kiedy zespół prowadzi Artur Skowronek.
– Nie było mnie w Sosnowcu w trakcie zmiany szkoleniowców. Trener Skowronek przejął drużynę w okresie, kiedy miałem rehabilitację. Zadzwonił do mnie, pytał o zdrowie, przekazał że czeka na mnie i liczy na mój powrót. Miałem skupić się na pracy. Po przyjeździe do klubu odbyliśmy spotkanie, porozmawialiśmy. Wszystko przebiegało profesjonalnie.

Masz 32 lata. Sporo przeszedłeś w swoim życiu. Co ma w głowie teraz Michał Masłowski? Jakie są twoje plany?
– Najważniejsze jest zdrowie. Skupiam się na tym, co będzie się działo do czerwca. Chcę zagrać jak najwięcej minut. Chcę, żebyśmy punktowali. Oczywiście gole i asysty są ważne. Dla mnie jednak w tym momencie nie najważniejsze. Może strzelać do końca sezonu tylko Szymon Sobczak. Niech zgarnie koronę króla strzelców. Jeżeli tylko zapewni nam to punkty – dlaczego nie? Mam inną misję na końcówkę sezonu. Chcę poprawiać swoją grę, pewne elementy. Jak byłem młodszy to moim celem była gra przeciwko lepszym. Kiedy w lidze brylował Łukasz Garguła, to ja chciałem kryć właśnie jego. Chciałem się sprawdzić. Mógł mnie ośmieszyć jakimś zagraniem, ale to mi pokazywało, ile mi brakuje i przy okazji dawało bodziec do pracy. Miro Radović, Tomasz Jodłowiec – ja chciałem z nimi rywalizować, sprawdzić kto jest silniejszy. Po rozgrywkach mam zamiar przepracować pełen okres przygotowawczy i w następnym sezonie grać, strzelać, asystować.

Rozmawiał: Michał Grzyb

© ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC SA 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone | Projekt & wykonanie Strony www Będzin