Strona główna / Piłka Aktualności / Aktualności / Futbol Retro. Jak bomba “Maliny” wstrząsnęła Ludowym!

Futbol Retro. Jak bomba „Maliny” wstrząsnęła Ludowym!

12 kwietnia 2022

W cyklu „Futbol Retro” przypominamy niezwykły mecz z ŁKS-em Łódź, który odbył się 9 kwietnia 2005 roku. W ostatniej minucie prawdziwa bomba piłkarska Tomasza Malinowskiego wstrząsnęła Stadionem Ludowym, przynosząc Zagłębiu zwycięstwo 4:3. W sobotę gramy 78. spotkanie ligowe z ŁKS-em i nie mielibyśmy nic przeciwko powtórce…

 

 

„Rycerze wiosny” z Sosnowca

W rundzie rewanżowej sezonu 2004/05 bardzo szybko ochrzczono sosnowiczan „rycerzami wiosny”. Sprawiły to 4 zwycięstwa, po których Zagłębie bezpowrotnie uciekło ze strefy spadkowej. Później dwie przegrane z liderami (Korona, Arka) i jeszcze lepsza seria – 6 wygranych oraz pechowy remis z Radomiakiem. Tak świetne wyniki pozwoliły nawet marzyć o zajęciu czwartej lokaty, premiowanej barażem o awans do I ligi. Ale dwie wyjazdowe porażki ostudziły te zapędy. Niemniej 37 zdobytych punktów w tej rundzie oceniono jako sukces.

Kibice sosnowieckiej drużyny długo będą wspominać mecz z 9 kwietnia 2005 roku, który przyniósł im niesamowite emocje i szaloną dramaturgię. Po niżej relacja z tego spotkania w Dzienniku Zachodnim, autorstwa Jarosława Galuska:

– Piłkarze Zagłębia Sosnowiec i ŁKS-u Łódź stworzyli niesamowite widowisko. Pierwsi bramkę zdobyli gospodarze, ale później prowadzenie, i to dwukrotnie, obejmowali goście. Wydawało się, że remis będzie wszystkim, co uda się osiągnąć drużynie Zagłębia. Tymczasem w doliczonym czasie gry Tomasz Malinowski przepięknym strzałem z rzutu wolnego wyzwolił eksplozję radości na Stadionie Ludowym.

W takich okolicznościach tworzy się zespół – mówili zgodnie piłkarze Zagłębia, którzy nie mogli uwierzyć w swoje szczęście i celebrowali moment zejścia z boiska, jak można było najdłużej. – Brak mi słów. W drużynie zapanowała taka euforia, że nie wiem, co mam powiedzieć – stwierdził Marcin Lachowski, który w tym spotkaniu powiększył swój indywidualny dorobek o bramkę i asystę. – Nawet kiedy traciliśmy gole byłem dziwnie spokojny i pewny, że tego meczu nie przegramy – dodał trener Krzysztof Tochel.

Zagłębie rozpoczęło w znakomitym stylu. Już w 10 min. Hadis Zubanović wykorzystał niezdecydowanie obrońców ŁKS-u i w zamieszaniu powstałym po rzucie wolnym Marcina Morawskiego skierował piłkę do siatki. Ten sam zawodnik mógł podwyższyć prowadzenie gospodarzy, ale tym razem przegrał pojedynek z Bogusławem Wyparło.

Arbiter z wyrzutami sumienia…

Im bliżej było przerwy, tym odważniej atakowali goście. W 26 min. po złym wybiciu piłki Igor Sypniewski zatrudnił Marcina Bębna. Następstwem tej interwencji był rzut rożny, po którym mieliśmy remis. Bramkarz Zagłębia źle obliczył lot piłki i uprzedził go kolega z czasów gdy obaj grali w Odrze – Dariusz Kłus. Jeszcze przed przerwą ŁKS objął prowadzenie. Po kontrowersyjnej decyzji sędziego, Rafał Niżnik strzałem z 11. metrów umieścił piłkę w jednym, a Bębna w drugim rogu bramki.

Tuż po przerwie arbiter (dręczony wyrzutami sumienia?) gwizdnął karnego dla gospodarzy, którego pewnie wykorzystał Marcin Lachowski. Niestety, w 56 min. ŁKS znów objął prowadzenie, a strzelcem gola był Maciej Nuckowski. Bohaterem kolejnych akcji Zagłębia był Janusz Wolański. „Kieszonkowy” pomocnik najpierw strzelił bramkę, za którą dostał żółtą kartkę. – Wyparło niósł piłkę, jak na tacy, więc wybiłem mu ją głową i strzeliłem do pustej bramki. Na pewno nie dotknąłem bramkarza ŁKS-u. Myślałem, że tak można. Byłbym rozgoryczony, gdybyśmy ten mecz przegrali. Ale skończyło się szczęśliwie, więc można o tym zapomnieć – powiedział Janusz Wolański, który dopiął swego w 87 minucie, kiedy głową idealnie wykończył centrę Lachowskiego.

„Malina” z wolnego prosto w widły

Trzy punkty zostały w Sosnowcu po cudownym uderzeniu Tomasza Malinowskiego. Rezerwowy Zagłębia w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego ustrzelił tzw. widły. – Od dłuższego czasu trenuję rzuty wolne, a w tej sytuacji miałem po prostu najwięcej sił, bo byłem na boisku zaledwie przez kilka minut. Po krótkich negocjacjach z Marcinem Morawskim postanowiłem strzelać. Pomyślałem sobie: byle nad murem. Rezultat przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Można powiedzieć, że to był strzał życia. Przynajmniej na razie – powiedział szczęśliwy Malinowski.

Krzysztof Tochel (trener Zagłębia):

Żeby choć odrobinę pocieszyć trenera ŁKS-u powiem, że w tym meczu nie było przegranych. Po prostu wygrał futbol. Obie drużyny stworzyły takie widowisko, które chciałby się oglądać co tydzień na każdym stadionie. Jedynie do naszych kibiców mogę mieć małe zastrzeżenie, bo przy wyniku 2:3 usłyszałem z trybun „K… mać, Zagłębie grać! „. A co niby piłkarze robili na boisku? Mecz trwa 90 minut, a nieraz i dłużej. Moja drużyna walczy do końca i dzisiaj to udowodniła. W drugiej połowie musieliśmy zmienić ustawienie i zagrać trzema napastnikami. Wygraliśmy i można powiedzieć, że przyjęliśmy świetną taktykę. Ale to nie tak. ŁKS też miał wiele sytuacji, w których mógł nas wypunktować.

 

Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź 4:3 (1:2)

1:0 – Zubanovic (10), 1:1 – Kłus (27, głową), 1:2 – Niżnik (34, karny), 2:2 – Lachowski (47, karny), 2:3 – Nuckowski (56), 3:3 – Wolański (87, głową), 4:3 – Malinowski (90, wolny).

Zagłębie: Bęben – Warakomski (Łuczywek 71), Hosic, Treściński, Adżem – Wolański, Morawski, Lachowski, Chwalibogowski (46, Pitry) – Zubanovic, Małocha (78, Malinowski).

ŁKS: Wyparło – Łakomy, Sierant, Leszczyński, Kłus – Łochowski (85, Przybyszewski), Golański, Niżnik, Mysona (90, Wodniok) – Sypniewski (76, Sotirovic), Nuckowski.

Sędziował: Artur Radziszewski (Warszawa). Żółte kartki: Hosic, Lachowski – Leszczyński, Mysona, Nuckowski, Golański, Sotirovic. Widzów: 4 000.

Uwaga: Wkrótce w klubowych mediach społecznościowych Zagłębia opublikujemy video z bramkami, jakie padły w tym niezwykłym meczu.

Opracowanie graficzne zdjęć: Andrzej Wydrychiewicz.

© ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC SA 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone | Projekt & wykonanie Strony www Będzin