W 1964 roku Zagłębie po raz drugi w historii zdobywa wicemistrzostwo Polski. Przed nami tylko Górnik Zabrze, który jeszcze 2-krotnie (1967 i 1972) zagrodzi nam drogę do mistrzostwa Polski. Mecz z Zabrzanami przyciągnął na Stadion Ludowy ponad 40 tysięcy widzów.

Na zdjęciu: Zagłębie – Górnik Zabrze 0:2 (19 IV 1964). Reinhold Kosider z lewej walczy o piłkę z dwoma zabrzanami: Oślizłą i Olszówką. Fot. Jerzy Bydliński, udostępnił: Mirosław Gołąb.
Zaczęli od Pucharu Intertoto
Zanim rozpoczął się sezon 1963/64 po raz pierwszy w swojej historii Zagłębie wystąpiło w rozgrywkach Pucharu Intertoto, zwanym też Pucharem Lata. Przeciwnikami byli: Motor Jena, Veleż Mostar i Slovnaft Bratysława. Sukcesu sportowego nie było – 3 wygrane i 3 przegrane dały III miejsce w grupie, ale cenne było zdobywanie międzynarodowego doświadczenia. Za to start w lidze był bardzo dobry – 7 pkt w czterech meczach. Po remisie 1:1 w Raciborzu na stadionie debiutującej w ekstraklasie Unii, przyszły trzy kolejne zwycięstwa. Skutecznością pod bramką przeciwnika imponował wówczas lewoskrzydłowy Ginter Piecyk. Dorównywał mu Ryszard Krawiarz, który w meczu z Legią (2:0) popisał się „atomowym” uderzeniem z rzutu wolnego z 20 m i fakt ten wspominali kibice jeszcze dosyć długo.
Ale w V kolejce nastąpił „zimny prysznic” i niewytłumaczalny pogrom 1:7 z Górnikiem w Zabrzu! Żurnaliści zarzucili trenerowi Wieczorkowi, że w tak ważnym meczu na pozycje łączników (bocznych napastników wspierających pomocników) wystawił dwóch „żółtodziobów” – Jarosika i Pieloka, którzy dopiero nabywali ligowego doświadczenia. Na szczęście dla Zagłębia był to tylko jednorazowy spadek formy. Wrześniowe pojedynki ligowe zakończyły się kompletem trzech zwycięstw, co pozwoliło zachować miejsce w ścisłej czołówce tabeli. Po zwycięstwie 3:0 z bytomską Polonią Sport swoją recenzję zatytułował – „Powrót prezesa uskrzydlił sosnowiczan”. Chodziło oczywiście o powrót do drużyny po kontuzji Czesława Uznańskiego, który m.in. wypracował strzelenie gola debiutującemu akurat w Zagłębiu Eugeniuszowi Szmidtowi. Ponadto na wysokie oceny zasłużyli Bazan, Majewski i Gałeczka oraz… bramkarz Szymkowiak, który uchronił polonistów przed znacznie wyższą porażką. O wygranej 3:1 ze Stalą w Rzeszowie zdecydowały dwa strzały z rzutu wolnego Alojzego Fulczyka. Kolejne zwycięstwo 3:2 z Odrą wywindowało Zagłębiaków nawet na czoło tabeli. „ Zdobywca pucharu na Olimpie ekstraklasy” – tak kwieciste tytuły pojawiały się w gazetach.
Pierwszy bramkowy dublet Andrzeja Jarosika
W tym okresie Zagłębie toczyło wyrównane (lecz nieskuteczne) boje w Pucharze Zdobywców Pucharów z Olimpiakosem Pireus. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był trzeci pojedynek na neutralnym terenie. Kryzys formy przyszedł w październiku, gdy trzykrotnie przegrano z niezbyt silnymi przeciwnikami – Pogonią, ŁKS i Gwardią. Sensacją było zwłaszcza 1:2 w Szczecinie, gdy Pogoń z 1 punktem zajmowała ostatnie miejsce. Dopiero mobilizacja w końcówce rundy w dwóch meczach ze śląskimi rywalami, pozwoliły sosnowiczanom zająć IV lokatę z dorobkiem 16 punktów. W pojedynku z Szombierkami swój pierwszy bramkowy dublet ustrzelił Andrzej Jarosik, czym przypieczętował pierwszą od trzech lat porażkę bytomian na własnym przykopalnianym boisku. Natomiast ostatni mecz – 2:2 z przeżywającym kryzys Ruchem – mocno rozczarował widownię. Czołowa trójka po I rundzie: Legia 19 pkt, Górnik 18 pkt, Odra 16 pkt.

Na zdjęciu: Zagłębie – Pogoń Szczecin 2:0 (7 VI 1964). Ginter Piecyk w wyskoku w pojedynku z bramkarzem Pogoni Frączczakiem i Fiałkowskim; z lewej Gałeczka, z prawej Myga. Foto: Zdzisław Kempa; udostępnił Mirosław Gołąb.
Wiosna rozpoczęła się od niespodziewanego odpadnięcia z rywalizacji w Pucharze Polski. Jako dwukrotny triumfator, Zagłębie było zdecydowanym faworytem w meczu z Pogonią Szczecin, granym w dodatku w Sosnowcu. Pomimo sporej przewagi gospodarzy, po 120 minutach gry było 1:1 i w myśl obowiązujących wówczas przepisów nastąpiło losowanie w postaci rzutu monetą, szczęśliwego dla szczecinian. Skupiono się zatem na lidze i przyznać trzeba, że początkowe efekty były znakomite. Pierwsze trzy mecze przyniosły komplet punktów i aż 11 strzelonych goli. Te rezultaty osiągnięto jednak z zespołami końcówki tabeli. Prawdziwym sprawdzianem formy i możliwości Zagłębia miały być kwietniowe pojedynki z liderującymi Legią i Górnikiem.
Ponad 40 tysięcy kibiców na meczu z Górnikiem
O ile wizyta na Łazienkowskiej w Warszawie zakończyła się remisem 1:1, to niestety po raz trzeci z rzędu Zagłębiacy nie dali rady Zabrzanom. Na Stadionie Ludowym zameldowało się ponad 40.000 widzów. To był rekord frekwencji w historii domowych występów sosnowiczan, chociaż kilka miesięcy później – na inaugurację kolejnego sezonu – w spotkaniu z Legią także odnotowano podobną liczbę kibiców.
Sympatycy Zagłębia mocno liczyli na wygraną gospodarzy, która sprawiłaby, że na czele tabeli znalazłyby się Górnik, Legia i Zagłębie z jednakową zdobyczą 25 punktów. A tak, Górnik wygrywając w Sosnowcu 2:0 uciekł swoim rywalom, w dalszej części rozgrywek był równie skuteczny i z dużą przewagą obronił tytuł Mistrza Polski. O wicemistrzowski tytuł przyszło piłkarzom sosnowieckim ambitnie walczyć aż do ostatniej kolejki. W wygranym 7:3 meczu z Szombierkami swój pierwszy hat-trick zanotował Józef Gałeczka. Inne spotkania u siebie również przynosiły punkty, gorzej było na wyjazdach. W ostatniej kolejce dopisało szczęście, gdyż Zagłębie pokonało 2:0 szczecińską Pogoń, a Legia i Odra straciły punkty. Dzięki temu trzy drużyny zdobyły po jednakowa ilość 31 pkt. Ale najlepszy bilans bramkowy miało Zagłębie i tym samym powtórzyło wyczyn swoich starszych kolegów z 1955 roku zdobywając tytuł wicemistrza Polski! Indywidualny sukces odniósł Józef Gałeczka, który wspólnie z Lucjanem Brychczym (Legia) i Jerzym Wilimem (Szombierki) został królem strzelców I ligi – wszyscy zdobyli po 18 goli.

Na zdjęciu: Zagłębie – Stal Rzeszów 5:0 (3 V 1964). Eugeniusz Szmidt z lewej strzelił w tym meczu 2 gole. Fot. Zdzisław Kempa; udostępnił Mirosław Gołąb.
Wspomniany Józef Gałeczka w sezonie 1963/64 rozegrał w reprezentacji Polski 5 meczów – w Szczecinie z Norwegią 9:0 i 1 gol, w Poznaniu z Turcją 0:0, w Atenach z Grecją 1:3, w Rzymie z Włochami 0:3, w Poznaniu z Włochami 0:1. Te dwa ostatnie mecze po latach zostaną uznane jako nieoficjalne, gdyż przeciwnikiem Polaków była olimpijska (amatorska) reprezentacja Italii. Oprócz niego barw narodowych bronili: Roman Bazan (4 razy – w Szczecinie z Norwegią 9:0 i 2 gole, w Poznaniu z Turcją 0:0, w Atenach z Grecją 1:3, w Krakowie z Irlandią 3:1), jeden występ (w Atenach z Grecją 1:3) zaliczył Witold Szyguła. Nowymi nabytkami w kadrze Zagłębia zostali: bramkarz Jerzy Patoła (z Polonii Sosnowiec), Zbigniew Wąs (z Górnika Kazimierz) i Eugeniusz Szmidt (z Górnika Radlin), który wzorem Romana Bazana zaczynał grę w ataku, by zakończyć na stoperze.
Rozegrane mecze (22 zawodników): Gałeczka 26, Skiba 26, Majewski 25, Bazan 23, Szyguła 22, Piecyk 20, Fulczyk 19, Śpiewak 19, Jarosik 18, E. Szmidt 18, Kosider 16, Uznański 16, Myga 14, Strzałkowski 13, Krawiarz 8, Kruk 5, Pielok 5, Gaik 4, Machnik 4, Komoder 2, Patoła 2, Wąs 2.
Strzelcy bramek (55): Gałeczka 18, Piecyk 9, E. Szmidt 9, Kosider 5, Jarosik 3, Bazan 2, Fulczyk 2, Myga 2, Krawiarz 2, Uznański 2, Gaik 1. Trenerem cały sezon był Teodor Wieczorek.
Artykuł powstał na podstawie książki Jacka Skuty: „Zagłębie Sosnowiec. Historia Piłki Nożnej”
Zagłębie S.A., plac Zagłębia 2
41-200 Sosnowiec
Tel. (32) 299-64-40 (Centrala)/ 733 800 090
E-mail: