Strona główna / Piłka Aktualności / Aktualności / #Retro120. Wielki triumf na Stadionie Śląskim i pucharowy rekord frekwencji…

NAJNOWSZE

#Retro120. Wielki triumf na Stadionie Śląskim i pucharowy rekord frekwencji…

31 marca 2026

1 maja 1963 – ten dzień zapisał się złotymi zgłoskami w historii naszego Klubu. Zagłębie po raz drugi zdobyło Puchar Polski po wygranej 2:0 z Ruchem Chorzów. Przy okazji pada pucharowy rekord frekwencji, na Stadionie Śląskim zgromadziło się aż 70 tysięcy widzów, w tym około 30 tysięcy kibiców Zagłębia. Tego rekordu prędko nikt nie pobije (nie mamy w kraju takiego obiektu).

Zdjęcie pochodzi z finałowego meczu Pucharu Polski Zagłębie Sosnowiec – Ruch Chorzów (2:0) rozegranego w 1963 roku na Stadionie Śląskim. Andrzej Gaik z numerem 7 odbiera gratulacje od Reinholda Kosidera po zdobyciu bramki na 2:0.

Zasłużone zwycięstwo dojrzałej taktyki” – tak Trybuna Robotnicza zatytułowała swoją relację z tego meczu. – Sprawiedliwe zwycięstwo Zagłębia, które było bardziej wyrównanym i dojrzalszym taktycznie zespołem od Ruchu. Polegało to na tym, że Sosnowiczanie przez większą część meczu byli w teoretycznej defensywie, ale cały czas kontrolowali sytuację na boisku. Jak wytrawny bokser wypunktowali przeciwnika, szanowali piłkę i dokładnie ją rozgrywali na całej szerokości boiska. Obrońcy zagrali bezbłędnie, prawie, nie dopuszczając Chorzowian do bramkowych sytuacji. Napastnicy wykazali niesamowitą skuteczność, wykorzystując dwie okazje z trzech stworzonych – czytamy w Trybunie Robotniczej, która ukazała się 2 maja 1963, dzień po finale Pucharu Polski.

Na zdjęciu: Sosnowiczanie cieszą się ze zdobytego Pucharu Polski, który trzyma w rękach Witold Majewski (kapitan)

Kondycyjnie Zagłębiacy prezentowali się bez zarzutu. Pod dowództwem boiskowym Witolda Majewskiego widać było myśl taktyczną, której podporządkowali się wszyscy zawodnicy. Pierwszego gola zdobył Reinhold Kosider, który ograł obronę Ruchu i pewnie ponad chorzowskim bramkarzem strzelił do siatki. Wprawdzie minutę wcześniej mogło być zgoła odmiennie, ale Eugeniusz Faber z bliska trafił w Witolda Szygułę. Drugiego gola, pieczętującego praktycznie wygraną Zagłębia, po błędzie Siemierskiego i udanym przeboju zdobył Andrzej Gaik. Dodajmy, że ten błyskotliwy skrzydłowy Zagłębia dwukrotnie wywalczył z klubem Puchar Polski, a raz wicemistrzostwo kraju.

Tak Gaik wspomina wielki finał Pucharu Polski rozegrany 1 maja 1963 roku, kiedy to Sosnowiczanie na Stadionie Śląskim pokonali Ruch Chorzów 2:0:

Chcieliśmy bardzo wygrać i to nie tylko dla siebie, ale także dla naszych wspaniałych kibiców, którzy w liczbie ponad 20 tysięcy zasiedli na trybunach Śląskiego. Po pierwszej połowie prowadziliśmy 1:0. Mieliśmy szybkich zawodników, to były miłe chłopaki, ale sprytne. W pewnym momencie drugiej połowy wymieniłem się pozycją z Józkiem Gałeczką, który grał na środku, a ja na prawym skrzydle. Zbyszek Myga rzucił mi świetną piłkę i pobiegłem od połowy boiska na spotkanie z bramkarzem Henrykiem Pietrkiem. Byłem na ostatnim wydechu, gonili mnie wściekle Alojzy Łysko i pilnujący mnie Siemierski, ale nie dali rady. Ostatkiem sił dobiegłem pod bramkę Ruchu i uderzyłem. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki, obok zrozpaczonego Pietrka. A ja padłem ze zmęczenia na murawę, a na mnie rzucili się koledzy z drużyny, by mnie wyściskać – wspomina Gaik.

Kapitan Zagłębia Witold Majewski dodał – „Cieszę się podwójnie. Raz, że to wszystko już za nami i dwa, że zdołaliśmy zmyć hańbę fatalnego występu w Zabrzu (0:3 w ligowym meczu cztery dni wcześniej – przyp. autor). Sądzę, że nasza dojrzałość taktyczna polegała na wyeliminowaniu niebezpieczeństwa grożącego ze strony Poloka i Fabera, i była decydującym czynnikiem w wywalczeniu wielkiego sukcesu”.

Na zdjęciu: kapitan Zagłębia Witold Majewski na rękach kibiców po zdobyciu Pucharu Polski na Stadionie Śląskim

Artykuł powstał w oparciu o książkę Jacka Skuty: „Zagłębie Sosnowiec. Historia Piłki Nożnej”.

© ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC SA 2025 Wszystkie prawa zastrzeżone | Projekt & wykonanie Strony www Będzin