W cyklu #Retro120 prezentujemy fragmenty wywiadu ze Zbigniewem Mygą, legendarnym piłkarzem Zagłębia, a później trenerem Sosnowiczan. Całą rozmowę z popularnym “Myszką” będziecie mogli przeczytać w “Zagłębie Gol”, klubowej gazecie, która będzie w sprzedaży przed spotkaniem piątkowym z KKS 1925 Kalisz.

Na zdjęciu: Zbigniew Myga w koszulce z orzełkiem na piersi szarżuje na bramkę rywali. Foto: polska-pilka.pl
Pseudonim „Myszka” na stałe zapisał się przy Pana nazwisku. Jak doszło do tego, że właśnie tak zaczęto Pana nazywać?
– Pseudonim wziął się prawdopodobnie z mojego stylu gry. Byłem niewysokiego wzrostu, ale na boisku potrafiłem wykazać się sporym sprytem i znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Być może miało to również związek z moim nazwiskiem albo z Myszkowem, czyli miastem, z którego pochodzę. Po raz pierwszy usłyszałem to przezwisko od Czesława Uznańskiego, który był kapitanem Stali Sosnowiec. W ten sposób ten przydomek przeniósł się ze Stali do Zagłębia i został ze mną na długie lata.
Jak zaczęła się Pana przygoda z piłką nożną?
– Miałem szczęście, że zaraz po maturze trafiłem do Zagłębia Sosnowiec. Jednak musiałem wcześniej zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, które z perspektywy czasu wydają się być zabawne. Jeszcze jako licealista, chyba w dziesiątej albo jedenastej klasie, dostałem zakaz gry w klubie sportowym w Myszkowie, ponieważ dyrektor szkoły uważał, że uczniowi liceum nie przystoi grać w piłkę nożną. Takie były wtedy czasy. Sprawa rozwiązała się jednak w dość nietypowy sposób — klub był wspierany przez fabrykę papieru, a w ramach tej współpracy przekazano do szkoły różne materiały papiernicze, aby przekonać dyrektora do zmiany decyzji. W efekcie wyrażono zgodę, żebym w drodze wyjątku mógł oficjalnie występować w klubie sportowym. Po maturze trafiłem do Zagłębia Sosnowiec, choć miałem propozycje z innych klubów. W tamtych czasach młodzi chłopcy sami wybierali klub, z którym wiązali swoją przyszłość, a nie menedżerowie negocjujący kontrakty. Nie było w tym zatem żadnego przymusu — przechodząc z Myszkowa, naturalnie wybrałem sosnowiecki klub.
WIĘZY RODZINNE DECYDOWAŁY O WYBORACH
Dlaczego wybrał Pan grę w Zagłębiu Sosnowiec?
– Czułem się z tym klubem związany lokalnie i dlatego chciałem go reprezentować. Miałem jednak również inne możliwości. Po maturze dostałem się na krakowski AWF, a wtedy wystąpiłem już w reprezentacji Polski juniorów. Otrzymałem w tamtym czasie propozycje z Cracovii i Wisły Kraków. Wiedziałem jednak, że przyjęcie jednej z nich wiązałoby się z bardzo trudną sytuacją, ponieważ były to dwa rywalizujące ze sobą kluby i wybór jednego zamykał mi w praktyce drogę do drugiego. Trudno było się z tego wybronić.
I choć Zagłębie miało wtedy teoretycznie słabszą pozycję, wybrałem właśnie ten klub, a przeważyły ważne dla mnie kwestie. Co istotne, była to moja samodzielna decyzja i nie traktowałem tego jako przymusu — gra w Zagłębiu była przyjemnością i związałem się z tym klubem na lata. W tamtych czasach nie było tak jak dziś, że zawodnikom w kwestii wyboru klubu podpowiadają menedżerowie. Ważne było dla mnie przywiązanie do regionu i wiedziałem, że chcę reprezentować zagłębiowskie barwy.
Chciałem też być bliżej rodziny, co miało dla mnie bardzo duże znaczenie. Od zawsze więzi rodzinne były dla mnie sprawą kluczową i to właśnie one w największym stopniu wpływały na moje decyzje. Dodam jeszcze na marginesie, że ostatnio słuchałem wywiadu z Jackiem Magierą i bardzo bliskie jest mi jego podejście do tego tematu. Powiedział, że zawsze na pierwszym miejscu stawiał rodzinę i to właśnie jej podporządkowywał swoje decyzje. Kariera trenerska czy zawodnicza schodziła na dalszy plan. Myślę o tym bardzo podobnie.

Na zdjęciu: Zbigniew Myga przed meczem Fortuna 1. liga Zagłębie Sosnowiec-GKS Katowice (2:1), otwierającym nowy stadion naszego Klubu (foto: Mateusz Sobczak)
Który z meczów rozegranych w barwach Zagłębia Sosnowiec zapisał się w Pana pamięci najbardziej?
– Jednym z najważniejszych było zdobycie Pucharu Polski w 1962 roku, kiedy w finale pokonaliśmy Górnika Zabrze. Ogromną radość sprawiło mi zdobycie pierwszej bramki dla Zagłębia w tym meczu. Bardzo cieszyło mnie, że kibice byli usatysfakcjonowani zwycięstwem nad naszym odwiecznym rywalem z Zabrza.
W kolejnym roku ponownie zagraliśmy w finale, tym razem z Ruchem Chorzów. Po tym spotkaniu kibice wracali pieszo z Chorzowa do Sosnowca, co było pięknym gestem wspólnoty i bardzo mocno zapisało się w mojej pamięci.
FRANCUSKA MYŚL SZKOLENIOWA
Powspominajmy ważny epizod w Pana życiu — w latach siedemdziesiątych wyjechał Pan do Francji jako pierwszy Zagłębiak w historii, przecierając szlaki kolejnym zawodnikom.
– Nie ukrywam, że były to czasy, w których duże znaczenie miały także kwestie finansowe. Ale równie ważna była dla mnie możliwość obserwacji procesu szkolenia młodzieży. Po moim wyjeździe do Francji zaczęli wyjeżdżać tam kolejni zawodnicy. Warto jednak podkreślić, że polscy piłkarze byli tam wówczas bardzo cenieni po sukcesach odnoszonych przez naszą reprezentację. Można powiedzieć, że panowała swoista moda na polskich zawodników.
Sam wystąpiłem w reprezentacji Polski w meczu z Izraelem w 1966 roku. Zdecydowałem się na powrót do kraju ze względu na rodzinę, która została w Polsce. Moi bliscy przebywali ze mną jedynie w czasie wakacji — dzieci chodziły do szkoły w Polsce i nie chciałem, by przerwały naukę. Myślałem, że pobyt we Francji będzie dla nas korzystny, ale więzi rodzinne okazały się ważniejsze.
Czy dostrzegał Pan różnicę między myślą szkoleniową we Francji i w Polsce?
– Sam system szkolenia był według mnie podobny do tego, który realizowano w Polsce. Podstawą było jednak ciągłe ogrywanie się młodzieży i obcowanie z piłką. To, co zwróciło moją uwagę, to fakt, że dużą wagę przywiązywano do samodzielności młodych piłkarzy.
Obserwacja procesu szkoleniowego młodzieży we Francji sprawiła jednak, że wskazałbym dwa istotne elementy: połączenie kompleksowego wyszkolenia technicznego z szybkością biegową. Później wykorzystywałem te doświadczenia w pracy trenerskiej w Polsce i przynosiły one konkretne efekty drużynom, które prowadziłem.

Na zdjęciu: Zbigniew Myga w dolnym rzędzie pierwszy z lewej. To wyjątkowa fotografia, gdyż przedstawia drużynę Zagłębia złożoną wyłącznie z samych reprezentantów Polski
Jak wspomina Pan swój debiut w reprezentacji?
– To był mecz w Izraelu, który zakończył się bezbramkowym remisem. Najbardziej wspominam jednak ówczesną współpracę z trenerami Michałem Matyasem i Kazimierzem Górskim. Szczególnie dobrze wspominam drugiego z nich. To był trener, który nigdy na nikogo nie krzyczał ani się nie złościł. Był niezwykle zrównoważony, tworzył też sprzyjającą zawodnikom atmosferę w drużynie. Wystarczyło jednak jedno jego spojrzenie — pełne aprobaty albo wyrażające niezadowolenie — żeby piłkarz wiedział, co ma robić. Był też bardzo empatyczny. Stąd wynikały jego sukcesy, zarówno w pracy z młodzieżą, jak i w piłce seniorskiej.
WYZWANIA I SUKCESY
Jaki moment w karierze trenerskiej okazał się dla Pana największym wyzwaniem?
– Był taki sezon w Zagłębiu, kiedy po pierwszej rundzie drużyna znajdowała się na ostatnim miejscu w tabeli. Zarząd klubu powierzył mi wówczas obowiązki pierwszego trenera po odejściu trenera Huberta Kostki do Górnika Zabrze. To był jeden z najważniejszych etapów w mojej pracy trenerskiej.
Drużyna zareagowała w sposób wyjątkowy, ponieważ zawodnicy byli pełni determinacji i wiary w to, że utrzymanie jest w naszym zasięgu. Wspólnym wysiłkiem udało się odwrócić losy sezonu i Zagłębie uniknęło spadku. To doświadczenie dało nam wszystkim ogromną satysfakcję i poczucie dobrze wykonanej pracy.
Pamiętam również baraże z Jagiellonią Białystok w 1991 roku. Po pierwszym meczu na Stadionie Ludowym przegraliśmy 0:2, ale cztery dni później pojechaliśmy do Białegostoku na rewanż i tam drużyna zagrała znakomicie. Odrobiliśmy straty, była dogrywka, a ostatecznie o wszystkim zdecydowały rzuty karne. Dzięki temu Zagłębie po raz kolejny utrzymało się w ówczesnej pierwszej lidze, czyli obecnej ekstraklasie.
Zawsze starałem się podejmować ryzyko trenerskie i konsekwentnie realizować cele, które sobie zakładaliśmy — tak było również w tym meczu. Jednak zdecydowanie najtrudniejszym momentem było dla mnie pożegnanie z Zagłębiem Sosnowiec. Mimo to kontynuowałem pracę trenerską: najpierw w Stalowej Woli, a następnie w Szombierkach Bytom, z którymi wywalczyłem awans.
ROZMAWIAŁA: MAGDALENA BAŁAGA
PS. Całą rozmowę z popularnym “Myszką” będziecie mogli przeczytać w “Zagłębie Gol”, klubowej gazecie, która będzie w sprzedaży przed spotkaniem piątkowym z KKS 1925 Kalisz.
Zagłębie S.A., plac Zagłębia 2
41-200 Sosnowiec
Tel. (32) 299-64-40 (Centrala)/ 733 800 090
E-mail: