Strona główna / Piłka Aktualności / Aktualności / Rocznica śmierci Witolda Szyguły. To on krzyczał „Moja”…

Rocznica śmierci Witolda Szyguły. To on krzyczał „Moja”…

6 września 2022

W 19. rocznicę śmierci Witolda Szyguły, w ramach cyklu „Futbol Retro” przypominamy sylwetkę jednego z najlepszych bramkarzy w historii naszego klubu. To on przy wyskokach do górnych piłek krzyczał „Moja”.

 

Foto: Adam Urbanek – PAP.

Witold Szyguła, bramkarz urodzony w 1940 roku. Wychowanek AKS-u Chorzów (pierwszy trener Erwin Mikisz), potem szkółka Stadionu Śląskiego, a następnie Górnik Czerwionka, skąd przybył do Sosnowca na początku 1962 roku. W GKS ,,Zagłębie’’ grat w latach 1962-1971. Debiut w I lidze – 13 maja 1962 roku z Legią Warszawa w Sosnowcu (1:0). Tak jak większość piłkarzy obdarzonych przydomkiem, Witold Szyguła zwany był ,,Moja’’. Kiedy widział, że piłka adresowana na pole karne jest w jego zasięgu, głośno krzyczał ,,Moja!’’. I tak już zostało.

Szyguła nie miał łatwej drogi do bramki Zagłębia. W 1962 roku, młody pochodzący z Chorzowa 21-letni bramkarz miał poważną konkurencję. Zagłębie, które stało się właśnie klubem górniczym miało dwóch renomowanych bramkarzy, Aleksandra Dziurowicza legendarnego rekordzistę z 1955 roku i Józefa Machnika, który już miał za sobą tytuł wicemistrzowski z Górnikiem Zabrze. Obaj „ocierali się” o reprezentację. Mimo to trener Teodor Wieczorek próbował Szygułę w meczach towarzyskich, m. in. w rozegranym na Stadionie Śląskim (przy świetle elektrycznym) meczu z Rapidem Bukareszt (0:0).

Wydawał się nieco przyciężkawy, ale czarował..

Kibice łatwo zapamiętali jego charakterystyczną, potężną sylwetkę. Wysoki, dobrze zbudowany, wydawał się nieco przyciężkawy, co stanowiło przeciwieństwo ówczesnych bramkarzy, którzy niezbyt wysocy i szczupli, charakteryzowali się znakomitą skocznością i zwinnością. Jednak ich parady i robinsonady nie zawsze były jednak skuteczne. Ale były przyjemne dla oka i stwarzały wrażenie, że bramkarz zrobił wszystko co tylko mógł, by uchronić zespół od utraty bramki. Gra Szyguły była w innym stylu, on czarował kibiców znakomitą grą na linii jak i na przedpolu, a piłka bardzo często lądowała w jego potężnych dłoniach. Jednakże Dziurowicz i Machnik mieli już swoje lata, byli dobrze po trzydziestce. Witold Szyguła coraz częściej zaczął wychodzić na boisko w pierwszym składzie. Niejednokrotnie jego słynne okrzyki wywoływały salwy śmiechu na widowni, by przechodzić w nagradzające jego interwencje oklaski. Był niekwestionowanym bohaterem finałowego meczu o Puchar Polski z Ruchem Chorzów na Stadionie Śląskim (1962). Uważano go za najlepszego bramkarza podczas amerykańskiego turnieju Interligi w 1964 roku. Obronił wówczas rzut karny w rewanżowym meczu z Duklą Praga.

Ambitny, zdyscyplinowany, odważny

Po zakończeniu kariery przez Dziurowicza i Machnika został sztandarowym bramkarzem Zagłębia Sosnowiec. Teraz on skutecznie zablokował drogę do bramki Jerzemu Patole. Szyguła był po prostu solidnym bramkarzem. Odważnie szedł na piłkę, nie bał się rzucania pod nogi szarżującego napastnika, wychodził obronną ręką z nieprawdopodobnych sytuacji. Bronił strzały dalekie i bliskie, bronił rzuty karne, rozpaczał gdy własny obrońca wpakował mu piłkę do siatki. Ambitny, zdyscyplinowany, odważny, łapał potężne bomby. Był świetnym bramkarzem, bo lubił to co robił. Grał najlepiej jak potrafił i nigdy nie obrażał się na najbardziej krytyczne uwagi, docinki czy aluzje.

Łącznie wystąpił w 238 oficjalnych meczach (187 w I lidze, 21 w Pucharze Polski, 4 w Pucharze Zdobywców Pucharu, 26 w Inertoto). Osiągnął wiele sukcesów, dwukrotnie z drużyną zdobył Puchar Polski (1962 i 1963), również dwukrotnie wicemistrzostwo Polski (1964 i 1967) oraz Puchar Interligi Amerykańskiej (1964). Jesienią 1971 roku wspólnie z klubowym kolegą Romanem Strzałkowskim i Alfredem Olkiem z Górnika Zabrze, był uczestnikiem dość zaskakującego transferu do szkockiego II-ligowca FC Hamilton. Po powrocie do Polski, przez trzy lata z powodzeniem bronił bramki ROW Rybnik.

Jako zawodnik Zagłębia 3 razy wystąpił w reprezentacji Polski. Jego meczem życia był nieoficjalny mecz kadry Polski z drużyną Związku Radzieckiego w Moskwie. Piłkarze radzieccy przez 90 minut bombardowali bramkę polską, w której ,,Moja’’ dokonywał cudów. Agencja TASS relację z tego meczu zatytułowała ,,Mołodiec Witold Szyguia’’.

Powrót do Zagłębia

Po zakończeniu kariery zajął się pracą szkoleniową. Zaczął jako asystent Józefa Trepki w Rybniku. Pierwsza samodzielna przygoda z seniorami zakończyła się sukcesem w postaci awansu do II ligi z Resovią Rzeszów w 1977 roku. Następne przystanki w jego karierze trenerskiej to AKS Chorzów, MCKS Czeladź, ŁTS Łabędy. Stilon Gorzów Wielkopolski (3 miejsce w II lidze w sezonie 1981/1982), Górnik Libiąż i Szombierki Bytom. Do „swojego” Zagłębia Sosnowiec powrócił dopiero w 1990 roku jako trener bramkarzy za kadencji Leszka Baczyńskiego. Funkcję tę pełnił również, gdy w 1991 roku stery Zagłębia przejął Zbigniew Myga. Po rezygnacji „Myszki” w 1992 roku przez 5 kolejek odpowiadał za wyniki Zagłębia w I lidze. Po spadku z ekstraklasy był pierwszym trenerem przez początkowe 6 kolejek sezonu 1992/1993, gdy zastąpił go Jerzy Miedziński. Ponadto w różnych okresach czasu szkolił młodzież w OZPN Katowice.

Po zakończeniu kariery sportowej Witold Szyguła występował w drużynie oldbojów. Chyba po raz ostatni zagrał w ekipie Zagłębia w pamiętnym meczu przeciwko kadrze PZPN poświęconym pamięci zmarłego przedwcześnie Włodzimierza Mazura.

Zmarł 4 września 2003 roku. Został pochowany w swoim rodzinnym mieście Chorzowie.

ANDRZEJ WYDRYCHIEWICZ

Uwaga: W opracowaniu wykorzystano m. in. materiały zamieszczone w książce Jacka Skuty – ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC Historia piłki nożnej, Wiara która przetrwała.

© ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC SA 2021 Wszystkie prawa zastrzeżone | Projekt & wykonanie Strony www Będzin